dla zmysłów 21

Janek już śpi. Krzyś ogląda F1. Ja wyjątkowo mam wieczór “dla siebie”. Czas “dla siebie” to coś niezmiernie ważnego, a dla młodej mamy często tak nieosiągalnego, że jego brak powoduje frustrację. Często się o niego upominam, złoszczę się, jak go długo nie ma, bo dziecko idzie późno spać, a jak już pójdzie wcześniej, to trzeba coś zrobić koniecznie, albo jeszcze coś innego; ale na na pytanie Krzysia, co bym chciała w takim czasie zrobić, nie potrafię odpowiedzieć. Na pewno chciałabym odpocząć, ale kobieta i mężczyzna zupełnie inaczej rozumieją odpoczynek. Chciałabym spędzić trochę czasu aktywnie, zmęczyć się fizycznie, ale odpocząć psychicznie. Chciałabym wyjść z koleżankami, chciałabym żeby nie patrzono na mnie/na nas, jak na “ograniczonych” rodzicielstwem, zamkniętych na wszelkie wyjścia, spotkania etc. Janek zaczyna ładnie jeść. Żelazo, które bierze od miesiąca, działa cuda. Udało nam się przedwczoraj przetrwać około 7h bez cyca, i na prawdę poczułam się wtedy wolna, poczułam, że może ten czas “dla siebie” nie jest bliżej nieokreśloną abstrakcją. Wczoraj znowu nie chciał jeść, ale da się to wytłumaczyć zapewnionym przez jego tatę “rozmemłaniem” dnia. Dzień, kiedy K. nie jest w pracy musi być zaplanowany, żeby nie dał się rozmemłać… Choć i w zaplanowany dzień K. wojuje mężnie szykując się do wyjścia 20 minut, gdy my już stoimy zapakowani i obstawieni torbami przed drzwiami, a potem zużywając ostatnie dopupne chusteczki do zmycia niespodzianek z szyb, gdy my się gotujemy w samochodzie;-). Rozmemłanie udało się dziś pokonać, byliśmy na HUSHu, a wcześniej w kościele, i jeszcze wstępne przygotowania do obiadu udało się poczynić. Aktywny odpoczynek, przedzieranie się łokciami w tłumie, sprawiły, że czuję się świetnie. Zapraszam zatem na optymistyczne dla zmysłów.

Dla smaku:

Nasz dzisiejszy obiad. Spowodował orgazm kulinarny, a potem ciążę gastronomiczną, ale warto było;-).

DSC_1553

Polędwiczka oprószona świeżo zmieloną solą i pieprzem. Obsmażona na patelni i dopieczona w piekarniku. Do tego sos rabarbarowo-balsamiczny. 4 łodygi rabarbaru pokrojone na 1cm kawałki, zasypane 1/4 szklanki cukru i podsmażone z łyżką miodu przez parę minut w garnku. Potem dodane 4 łyżki octu balsamicznego, sól i pieprz, a na koniec sos, który wyciekł z mięsa. Dodatki to już całkiem inna kwestia.

Dla węchu:

Sos rabarbarowo-balsamiczny. Na prawdę pięknie pachnie!

Dla słuchu:

Oglądając pewną książeczkę zastanawialiśmy się, jak robi cietrzew i jeleń…;-)


Dla wzroku:

HUSH Krzysia okiem. Ja dzierżyłam dziecia, przepychałam się łokciami, i myślałam na co wydać 100zł;-). Rozglądałam się za tym co nowe, i dotykałam tego, co już opatrzone na innych blogach.

DSC_1492

aparat12

Janek czarował zwisając, a w przerwach w zwisaniu pożerał banana, popijał wodę i jak to na stadionie – w piłę grał. Ach, i jeszcze nowego-starego bodziaka prezentował, wczorajsze moje dzieło.DSC_1521

DSC_1522

DSC_1523

DSC_1525

DSC_1510

DSC_1512

DSC_1519

Ale żeby nie było, że tylko ja i Janek tam byliśmy pokażemy, co widzieliśmy;-)DSC_1533

Pan PantaloniDSC_1496

AlelaleDSC_1499

DSC_1532

Wydawnictwo Dwie Siostry, od których dziś wyjątkowo nic nie kupiliśmy.DSC_1503

Dream Nation Kids. Ładne, ale ceny powalają.aparat11

Grain de chic. LOW od pierwszego wejrzenia, dbałość o klienta, ładnie zagospodarowane stoisko:-)DSC_1537

Makóweczki spotkaliśmy;-)DSC_1497

I jeszcze najpiękniejszą Julię z Szafy Tosi obok przesympatycznych dziewczyn z Pacz Tipi. Pozwoliły się przyjrzeć i poradziły, jak uszyć samodzielnie;-)

I jeszcze nasze łupy:

DSC_1547

Lekka czapa od Pan Pantaloni, któa idealnie podkreśla błękit Jankowych oczu.DSC_1548k

Spodeny od Grain de chic dla młodego luzaka.
DSC_1550k

Książeczki od Muchomora.

Dla dotyku:

Moje i Janka popołudniowe przytulanki okiem Krzysia.aparat10

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

7 thoughts on “dla zmysłów 21

  1. Też byliśmy :) I zamierzałam się na te same pocięta, ale rozmairu już nie było :(

  2. […] urocza dupeńka :P) i ruszyliśmy w kierunku wyjścia.Przejażdżka windą po piętrach z pewną czytelniczką- blogerką (która się do ‘znajomości’ przyznała dopiero jak wysiedliśmy i odpaliłam instagram ;), a […]

    • Karina

      Julię zaczepiłam, ale była oblegana, więc nie zmieniłyśmy słowa ponad moje, że czytam i że Karina jestem i jej kurtuazyjną odpowiedź. A tak w przestrzeni zamkniętej to mi glupio bylo zaczepiać. Makuś uroczo windą kierował;-).

  3. Ładnie ten HUSH prezentuje się na twoich zdjęciach :D
    Żałuje że nie byłam, ale do Warszamy daleka droga :D i z pewnością nie zabrałabym mojego bąbla w ten tłum – tylko bym się denerwowała :D

    Pozdrawiamy

    • Karina

      Dziękuję za komplement w imieniu mojego osobistego paparazzo;-). My z premedytacją bez wózka. Noszeniak nawet dobrze się bawił. Zupełnie inaczej znosi zaczepki i tłum w chuście niz w wózku. Lubię moje dziecko na występach gościnnych. Pozdrawiam

  4. Jasiek piękne imię! <3

    pozdrawiam!
    i zapraszam do siebie! ;)

    http://islandofflove.blogspot.com/

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>