Home sweet home

Jesteśmy DOMatorami. Muszę przyznać, że może to nudne, ale w DOMu czujemy się najlepiej. Czasami dopada mnie chęć wyjechania gdzieś, a nawet o nieodbytej jeszcze podróży poślubnej potrafię narzekać Krzysiowi przy każdej możliwej okazji, ale powrót zawsze napełnia mnie przeświadczeniem “nareszcie będę w DOMu”. 

szarlotka

DSC_0934b

meloman

lego

DOM to moja świątynia. Czasami trochę zaniedbana, bo ktoś butów przed wejściem porządnie nie wytarł, a ktoś inny wszedł z niezałatwionymi pilnymi sprawami. W DOMu szukam ukojenia, choć do niedawna odpoczywać tam nie potrafiłam w ogóle, a i teraz, gdy po obronie czuję się wolna od niecierpiących zwłoki spraw, nie przychodzi mi to łatwo. Bo nad DOMem, jak nad modlitwą, trzeba stale pracować. I nie chodzi tu o bycie perfekcyjną panią domu, pozwalanie na oddychanie poduszkom i nabłyszczanie butów wewnętrzną częścią skórki od banana, choć porządek w mieszkaniu nie przeszkadza w utrzymaniu pokoju w DOMu. DOM to coś więcej niż cztery ściany, to przestrzeń, w której człowiek potrafi pozostać sobą, otwarcie mówić nie tylko o pogodzie i wynikach sportowych, to krąg osób które dopuszcza tak blisko, że mogą dotknąć jego serca. Dla mnie przestrzeń DOMu nie kończy się na Krzysiu i Janku, choć z pewnych względów, to o tę część mojego DOMu pragnę dbać najbardziej. Przytulenie się do mojej mamy, wizyta u babci, rozmowa z ciocią często dają mi poczucie DOMu, czyli bezpieczeństwa, bycia zaopiekowaną, nigdy samotną. Piękny stan, w którym zaczyna chcieć mi się “więcej”. A potem zostajemy we troje ja, Krzyś i Janek, trzy kompletnie różne charaktery na co dzień pomieszkujące w 36m2 kawalerki, w której jedynym miejscem, gdzie można się zamknąć przed resztą, jest łazienka. I choć ta przestrzeń życiowa jest ciasna i ciężko jest ją dzielić, to właśnie w niej przychodzi najczęściej przeświadczenie bycia w DOMu. Czasami to poczucie DOMu ucieka, wracam pamięcią do czasów panieńskich, własnego pokoju, myślenia “ja, mnie, moje”, bo nad DOMem, jak nad modlitwą, stale trzeba pracować.

Moje myśli nieposkładane wciąż, naturę puzzli posiadają, lecz chcę wam po kawałku pokazywać, jak nad DOMem pracujemy my. Na dziś słowa dwa: reguła życia. Raz w miesiącu staramy się zasiąść i porozmawiać tylko we dwoje, bez pilnowania czasu, za to skupiając się szczególnie na słuchaniu jedno drugiego (kiedyś napiszemy, jak to u nas wygląda). W trakcie takiej rozmowy o jakiejś sferze naszego życia często przychodzi refleksja, że tu właśnie coś nie domaga. Receptą na to coś ma być reguła życia, czyli postanowienie pracy nad jakimś jednym małym elementem, który może DOM naprawić/usprawnić/odbudować(?). I tak np. regułą życia może być przykładanie większej uwagi do równego podziału przyjemności i obowiązków w małżeństwie (przeważnie, gdy ktoś czuje, że ma za dużo obowiązków, a za mało przyjemności powinien dać z siebie ciut więcej), dbanie o formę czasu spędzanego wspólnie, robienie ciasta na niedzielę, albo nie oglądanie telewizji podczas posiłków. Reguła może być wspólna dla domowników, ale można też podjąć swoje własne postanowienia. Nie powinno być ich za dużo, powinny mieć wymiar czasowy (u nas miesiąc), po którym warto się zastanowić, czy i jak się do reguły stosowaliśmy, czy warto ją przedłużyć, czy weszła w nawyk, czy przynosi oczekiwany skutek, a może całkiem inny? Jeśli coś kompletnie nie wychodzi, lepiej nie ciągnąć tego w nieskończoność, a podjąć mniejsze wyzwanie, aby nie doprowadzać się do zniechęcenia w pracy nad DOMem. W miarę możliwości wysiłek, jaki mamy podjąć w myśl obranej reguły życia, powinien być podejmowany codziennie.

Naszą regułą życia w ostatnim miesiącu było “gadanie” do siebie nawzajem językiem miłości, który jest najważniejszy dla współmałżonka. I tak początkowo z wielkim bólem pozwalałam się przytulać, gdy byłam okropnie zmęczona, zdenerwowana brakiem porządku i czekającą na mnie stertą prania do wyprasowania, a Krzyś nie rozumiał mojego zdenerwowania, gdy pomógł mi w czymś, po tym, jak poprosiłam go o to trzeci już raz, ale z czasem zadany trud zaczął przynosić owoce, i to nie tylko takie, że nie czekam na kawę z rana 1.5h. Do tematu języków miłości na pewno wrócę. A do was mam pytanie: czy podejmujecie się w swoim życiu rodzinnym wysiłków, które mogli byście nazwać regułą życia?

DSC_0967b

DSC_0966b

DSC_0969

DSC_0973

DSC_0972

DSC_0974

DSC_0975

DSC_0977

DSC_0978

DSC_0979b

DSC_0981b

DSC_0986

DSC_0987

DSC_0990

DSC_0994

DSC_1000b

DSC_1001

DSC_1002b

DSC_1006

Janek ubrany w:

Sweterek – H&M
Sztruksy – Next
Bluzka – Pepco (print inspirowany Salt City Emporium by mama)
Czapa – Pan Pantaloni
Buty – Emel

Królik – by mama

Ponieważ nie wisi mi nad głową w tym momencie żadna praca/studia etc. mój hand made jest w zasięgu waszej ręki. W sprawie ręcznie malowanych koszulek, kubków, talerzy, czy też ręcznie szytych skarpeciakowych zabawek, należy pisać do mnie na priv.

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

17 thoughts on “Home sweet home

  1. Kasia

    Twój post to kolejny dowód na to, że Domowy Kościół wzmacnia rodzine i pozwala stworzyć DOM jeszcze piękniejszym i mocniejszym!!! My jesteśmy dopiero po 4 spotkaniach Łukaszowych i wchodzimy włąśnie z wielkimi oczekiwaniami w drugi etap:)

    • Karina

      Domowy Kościół daje niezłą motywację do pracy nad małżeństwem i rodziną. Przyznam się, że dopiero po rekolekcjach DK zaczęłam praktykę codziennego Namiotu Spotkania. Na dokładkę, jak się spotka kilka fajnych małżeństw w jednym kręgu, to przykład, że “można” inspiruje i to nei tylko w sferze duchowej. Niecałe 2 lata spotkań, a u nas w kręgu już urodziło się 3 dzieci i jeszcze jedno w drodze;-).

  2. http://kakao.aei.pl/wp-content/uploads/2013/10/DSC_0972.jpg – to zdjęcie mnie rozwaliło dzisiaj :)
    Wasz Janek jest świetny. Nie mogę się doczekać kiedy będę jeździł na rowerze z Filipem :)

    • Karina

      My nie mamy gdzie trzymać rowerów niestety, ale Janek biegówkę na lato dostanie;-). A w foteliku na rowerze można dzieci samodzielnie siedzące wozić, więc tak od około 8. miesiąca;-). Pozdrawiam

  3. O Mamo! Wykałaczka? Zazdroszczę cierpliwości ;) No, ale efekt rewelacyjny!
    Co do KD to chętnie poczytam jak to u Was wygląda. My korzystamy z formacji w OD. ach!

  4. Janek ma cudownych , pięknie poukładanych wewnętrznie rodziców…Ściskam Was mocno :) Pozdrawiam

    • Karina

      Pięknie dziękujemy! Jeszcze długa droga przed nami, więc trzeba się “docierać” nie tylko przez konflikty;-). Pozdrawiam

  5. Ula

    Fajna hulajnoga. Będę musiała poprosić tatę, żeby mi kupił taką. Będę jeździć i jeździć i pojadę daleko. Nawet do babci.

    • Karina

      Faaajna jest;-) i rozwojowa, bo siedzonko może być jeszcze wyżej, a potem jest druga rączka, która spokojnie wystarczy do około 5lat. Witamy i pozdrawiamy.

  6. rysunek na koszulce jest wspaniały!

    • Karina

      Dziękuję pięknie!

  7. Sara

    Ten wilk jest PRZEPRZEPRZE EKSTRA ARCY!!!!!!

    • Karina

      Sara, przeekstraarcy to musi być oglądanie witraża wg swojego projektu;-), a to takie na chwilę, i tylko chwilę cieszy

  8. Ania

    Gdzie taką hulajnogę mogę dostać? A koszulka booooooska!!!! Zdolna Pani przeogromnie!

  9. ja lubie dom tak bardzo, ze nawet moj nick jest bardzo domowy:))))))

    to ze bluzka super, nie bede pisac, bo to oczywiste, Janek wspanialy syn wspanialych rodziców:)

    • Karina

      Dziękuję! :-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>