Podróż do krainy dzieciństwa

- Ty to jednak miałaś fajne dzieciństwo – powiedział Krzyś, gdy skończyłam sentymentalną podróż słowną w czasie naszego powrotu od mojej babci, na początku października…

DSC_0771
Są takie miejsca, które piękniejsze pozostają tylko we wspomnieniach, tych głęboko schowanych i starannie pielęgnowanych. Miejsca piękne same w sobie, ale w tych wspomnieniach nabierają innych barw. Choć rozmyte, to bardziej nasycone, we wspomnieniach nie tylko obrazy, ale dźwięki i zapachy malują cudowne obrazy.

Mieszkaliśmy tam krótki czas, ale przyjeżdżaliśmy w każde wakacje, aż do ukończenia przeze mnie 16. lat. Spotykaliśmy się ze stryjecznym rodzeństwem, wnukami i dziećmi sąsiadów. Ten czas był jedną niekończącą się przygodą. Porankami biegało się boso po rosie, pędząc na przetok łapać żaby, podglądać bociany, lub po prostu nad rzekę, aby wrócić na smażone przez babcię placki na zsiadłym mleku i sodzie. Czasami porankami chadzaliśmy na grzyby, w najbliższych brzezinach było pełno kurek, po przejściu na drugą stronę szosy i wejściu głębiej w las można było szukać koźlarzy i podgrzybków, a i prawdziwki się trafiały. W innym lesie były gąski, a w jeszcze innym trafiały się rydze, choć akurat tam nie zapuszczaliśmy się sami. Jajecznica z kurkami bywała najpyszniejsza, gdy babcia zrobiła ją z zebranych przez nas kurek i z jajek od kur, które biegały po całym podwórku. Choć akurat tych kur, a właściwie kogutów u babci, to mieliśmy serdecznie dosyć. Niejedno z nas nastraszyły przypłacając to życiem. Wciąż mam przed oczami wizję babci goniącej koguta z siekierą i mówiącej, że na obiad będzie rosół, gdy kogut dziobnął któreś z nas.
Byłam w “starszyźnie”, ode mnie starsza była tylko moja rodzona siostra i jej koleżanka mieszkająca w gospodarstwie na początku “granicy”. To od nas zależało w co się bawiliśmy. Często, oj bardzo często bawiliśmy się w ślub, dom, przyjęcie… Ślub brał mój brat (początkowo rodzynek w tym gronie) z siostrą cioteczną. Przygotowania do ślubu trwały zwykle dłużej niż ślub. Trzeba było porobić bukiety, wianki, przygotować stroje. Zabawa zwykle kończyła się na tym, że któreś z młodych nie chciało już dłużej pchać wózka (“ty pchaj wózek, w końcu to twoje dziecko”, “durny jakiś!” etc.;-)). Później robiliśmy wyścigi rowerowe na “granicy”, testowaliśmy, do jakich zabaw można wykorzystać poszczególne maszyny rolnicze, dokarmialiśmy małego baranka z butelki, zbieraliśmy maliny/truskawki/porzeczki. Wieczorami czekało się, aż babcia przeleje pierwszą bańkę mleka przez tetrę, aby wypić kubeczek, pysznego, jeszcze ciepłego, prosto od krowy. Dni mijały zbyt szybko, a wakacje zawsze były za krótkie, i powrót do domu, nawet w czasach szkolnych, gdy na kwadratach między blokami spotykaliśmy się z przyjaciółmi z klasy, nie było oczekiwany.

DSC_0772

Pojechaliśmy, poprzedni raz będąc tam rok temu z maleńkim Jankiem, bez chwili na zachłyśnięcie się tym powietrzem, zbieranie grzybów i wspomnienia. Tym razem było inaczej. Może zbyt wiele oczekiwań miałam, pragnienie odpoczynku, powrotu tych wspomnień, zamknięcia na chwilę oczu i powrotu do dzieciństwa, aby Jemu móc o nim opowiedzieć, aby wiedzieć, jakiego dzieciństwa dla Niego pragnę. Może zbyt wiele chciałam już, zbyt mało powiedziałam wcześniej Krzysiowi, który dużo czasu poświęcił na grzyby zostawiając mnie z Jankiem w domu babci. Nie nudziliśmy się, o nie, ale wspominać zaczęłam dopiero w drodze powrotnej, gdy Krzyś prowadził samochód, Janek smacznie spał, a ja mogłam wylać swoje żale, potem wspomnienia, a na końcu dzięki Krzysiowi odkryć, że to cudowne.DSC_0781

DSC_0780

DSC_0778

DSC_0774

DSC_0776

DSC_0782

Choć nie ma już zwierząt (nawet kur już babcia nie hoduje), zaś w oborze stoją quad, motor i rowery, a budynki gospodarcze zaczynają się rozpadać, to wciąż potrafię w nich dostrzec krainę mojego dzieciństwa. W Jaśku po tej przygodzie utrwaliła się miłość do kotów, normalnie nawet mleko by oddał za możliwość patrzenia, dotykania i tulenia futrzaków;-).DSC_0789

DSC_0795

DSC_0793

DSC_0792

DSC_0790

DSC_0805

DSC_0807

O moim mężu dowiedziałam się, jak dobrze potrafi zbierać grzyby. Raz byliśmy razem na grzybach i zebrał ich 2 razy więcej niż ja, ale to wszystko powyżej zebrał w lesie, do którego w czasach mojego dzieciństwa chodziło się tylko po gąski, kanie i poziomki;-).DSC_0817

DSC_0819

DSC_0821

DSC_0823

Jeśli dzieci znajduje się w kapuście, to mnie znaleziono właśnie w takiej.

DSC_0827

DSC_0825

Drugą stronę rzeki odkryjemy razem przy następnej wizycie.

 

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

6 thoughts on “Podróż do krainy dzieciństwa

  1. ja też mam wspomnienia z sielskich anielskich wakachi u baci na wsi, ogniska i pieczone ziemniaki na węgiel, spanie w namiotach i na sianie w stajni, pływanie w rzece na golasa, chodzenie na boso po trawie, robienie wianków ze stokrotek, karmienie zwierząt w oborze…
    cudne wspomnienia, eh
    ale się rozmarzyłam

    • Karina

      Najlepsza jest moja cioci, która napisała mi, że ona myślała, że my tam za karę…;-). A jak się wraca do czasów dzieciństwa, to łatwiej odnaleźć w sobie trochę dziecka, bawić się z dzieckiem zabawkami niezgodnie z instrukcją obsługi, tylko tak, jak dziecko chce, zaliczyć dzień bez obiadu i nie myśleć o sobie “jestem złą matką, bo…”. Pozdrawiam

  2. Fajne zdjęcia.

    • Karina

      Dziękuję, miło mi bardzo:)

  3. Wakacje na wsi, czy chociaż weekendy, to piękna sprawa. Też mam wiele wspomnień związanych z wiejskim klimatem. Szkoda, że tak jak napisałaś z małych gospodarstw znijają kury, krowy, bo nie opłaca się ich hodować. Chciałabym pokazać Filipowi prawdziwą polską wieś, taką jaką kojarzę z lat dzieciństwa.

  4. Ależ piękne wspomnienia!!!! Ja też chętnie wracam na wieś do babci, gdzie też spędzałam wakacje. Niestety teraz bardzo mnie rozczarowuje widok tej wsi. Teraz teren zaniedbany, gmina oszczędza kasę, nie dba. Trzciną pozarastane stawy (które kiedyś tworzyły piękny krajobraz z otaczającymi je drzewami), krzaczory (inaczej nie można tego nazwać), rozpadające się tzw. parkany (betonowe ogrodzenie otaczające teren parku (gdzie można spotkać pomniki przyrody), wokół pałacu, w którym mieszka moja babcia (zabytek chroniony prawem). Nawet ten pałac jest zniszczony, powinni go wyremontować. Właścicielem jest teraz gmina (chyba), ale odnowienie takiego budynku to większe koszty, bo konserwator zabytków musi w nim uczestniczyć. Smutno mi, gdy na to patrzę. Kiedyś o to dbano. Ludzie sami z siebie o to dbali. Dużo się zmieniło, ale wspomnienia pozostały.:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>