Mama radę da

Dziś będzie o dwóch osobach, które inspirują i pokazują, że będąc mamą małego dziecka można się realizować zawodowo, na mniejszą lub większą skalę. Opowiem o kobietach, które mnie zainspirowały do ruszenia do przodu z moim handmadem. To dzięki nim złapałam ciąg taki, że trochę zaniedbuję prasowanie i tego bloga.

Pierwszą z nich jest Julia, autorka bloga Szafa Tosi. Zdałam sobie ostatnio sprawę, że jej bloga obserwuję od jednego z pierwszych wpisów, z coraz większym podziwem patrząc na to, jaką osobą, jaką matką staje się Julia. Bo choć każda matka pisząca bloga o swoim dziecku, stara się je pokazać, to w istocie im bardziej się stara, tym więcej pokazuje siebie. I choć różnimy się bardzo, to czasami chciałabym znaleźć w sobie tyle siły do łapania życia garściami, co ma ona. Cieszę się, że kiedyś odpowiedziała na ten post, co zmobilizowało mnie, jakiś czas temu do spróbowania czegoś nowego, co pokaże wam, gdy tylko paczka do niej dotrze;-).  Bo Julia, nie tylko jest mamą Tosi, która pisze bloga, który wbrew wszelkim zasadom, za sprawą ogromnej dawki autentyczności i prawdziwych emocji, cieszy się ogromną popularnością, jest także bizneswoman z krwi i kości. Ma świetne wyczucie stylu, i jeszcze lepsze “czucie” ludzi. Podchodząc do życia ze szczerym entuzjazmem, czerpie z niego szczęście i obdarza nim innych.

Jakiś czas temu na instagramie odkryłam @matramadeit i jej pomysł na wykorzystanie odrobiny “wolnego czasu” (przecież każda matka wie, że taki czas nie istnieje, tylko jest kradziony kosztem czegoś), swoich zdolności i naszego narodowego węża w kieszeni;-). Marta zaczęła szyć skórzane mokasyny, wzorowane na tych, z uwzględnieniem polskich realiów płacowych. Mocsy od Marty ma i Janek. Noszą się świetnie, dobrze czyszczą wilgotnymi chusteczkami, po ponad miesiącu używania, dalej wyglądają obłędnie;-). Marta ma jeszcze jedno hobby, robienie samodzielnie rzeczy, za które nie dałaby tyle, ile życzy sobie producent. Trochę fajności możecie obejrzeć na jej blogu. Cenię dobry design i chciałabym, żeby kiedyś było mnie stać na piękne zabawki i elementy wyposażenia wnętrz, które obserwuje na zagranicznych blogach, i do których po cichu wzdycham. Niemniej niektóre w istocie da się dość dobrze podrobić, albo raczej stworzyć po swojemu.

DSC_0736

DSC_0735

Marta swoim zacięciem do robienia na drutach tego lwa zainspirowała mnie do zrobienia na szydełku tej zabawki dla Janka. Obserwował ją w trakcie tworzenia, bawił się jej elementami przed złożeniem, i mam nadzieję, że jeszcze bardziej spodoba mu się, gdy po przebudzeniu zobaczy ją  w całości:-). Tworząc ją zainspirowałam się Lucky Boy Sunday, jednak celowo użyłam innych kolorów, i elementy twarzy wybrałam z kilku różnych zabawek. Szanuję projektantki i nie śmiałam zrobić czegoś wprost z ich projektu. Włóczkę z alpaki zastąpiłam anilaną, co pozwoliło zminimalizować koszty materiałów. Zmniejszyłam też znacznie wielkość zabawki i kryzę zrobiłam z mojej starej spódnicy. Matka jest opłacana gorzej niż boliwijskie dziewiarki (ale jaką cudowną zapłatą jest uśmiech dziecka!), więc całkowity koszt został obniżony o… dużo;-).

luckyboysunday

Moja wersja

Lucky_boy_sunday_dead_buddy_bobo_louloy

I pierwowzory. Źródło: klik

Jak wam się podoba efekt?:-)

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

11 thoughts on “Mama radę da

  1. Fantastyczne! Twój wpis tryska optymizmem i nie jest to pozorny optymizm rodem z książek “jak osiągnąć sukces”. Nawet takimi gałgankowatymi zabawkami można pokazać, że się da jeśli się chce. Kibicuję wszystkim optymistycznie nastawionym do życia, przedsiębiorczym i kreatywnym kobietom. Trochę dlatego, że sam się wtedy bardziej mobilizuję (jak to ja nie dam rady? baba dała a ja nie?;).

    • Karina

      Dziękuję bardzo! Kibice w życiu i w pasji potrzebni:-). A te gałgankowe zabawki to koszt ok 140$ za sztukę, gdzie oryginalna zabawka ma ok 40cm wysokości. Czkawki można dostać jak się miłośnik skandynawskiego designu napatrzy i zapragnie;-)

  2. Whow! Karina gratuluję pomysłów, talentu i optymizmu! :) Jak już dorobimy się potomstwa to chyba zgłoszę się do Ciebie po zakup wyrobów :) bo teraz tylko Eosa mamy, to jednak szkoda, bo on trochę inaczej bawi się zabawkami ;)

    • Karina

      Aniu, dla dorosłych też robię fajności! Np. na kubkach maluję:-), aż mnie korci żeby sobie namalować na kubku ściągawkę dla mąża, jaką kawę lubię…:]. Dla psów niestety jeszcze nic nie robię.

  3. Ło Matko ale mnie miłe zaskoczenie spotkało. Dziękuję Ci za tak cudowny wpis i wiesz co aż się łza w oku kręci że może trochę przeze mnie ktoś inny też złapał bakcyla :-) Ja wiedziałam że sama nie jestem :-)

    • Karina

      Jak Cię czytam czasami, to jakbym siostrę gdzieś tam daleko miała;-)

  4. No, no, ‘create your own’ zaczyna się wznosić jak fala powodziowa :DDD
    Piękny ludek!

    • Karina

      Musiałam, no musiałam zapożyczyć nazwę, bo leży jak ulał;-). ps.Twój Pinterest to niezłe źródło inspiracji!

  5. ZDOLNIACHA!!!!!!

    • Karina

      :D

  6. Wspieram Cię w działaniach i biję brawo !!! ..sama wiesz jak lubię hand made , sama też dziergam, szyje maluję i czerpię z tego ogromną satysfakcję… Pozdrawiam ciepło

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>