W zabieganiu (nie)zapomniane

Biję się ostatnio z myślami odnośnie kosztów utraconych możliwości (jak przystało na dyplomowanego ekonomistę). Coraz więcej czasu poświęcam sobie, albo raczej mojej pasji, którą próbuję nieśmiało zamienić w pracę, aby choć trochę zwiększyć naszą zdolność kredytową i możliwość pomyślenia o własnym, a na dokładkę większym mieszkaniu. Wieczorami siadam do szydełka, liczę oczka i myślę, ile rzeczy mogłam dzisiaj zrobić z Jankiem, a nie zrobiłam, ile mógł się tego dnia nauczyć, a ile się nauczył bawiąc się tym, czym akurat chciał, gdy ja próbowałam wykonać wszystkie konieczne sprawy, aby ten wieczór mieć dla siebie.  Trochę mam wyrzutów, ale zdaję sobie sprawę, że to też dla niego, i że nie braknie mu miłości, opieki i naszego czasu. Ten post jest dla mnie, abym nie zapomniała o tym, co ostatnio w jego życiu ważne.

Staram się każdego dnia w grafik wpisać co najmniej godzinny spacer, podczas którego dużo chodzimy. Ostatnio coraz częściej bez chusty i wózka. Dumna jestem z mojego małego piechura, bo często cały spacer pokonuje bez proszenia o wzięcie na ręce.

Janek ostatnio wykształca w sobie zdolność wybierania rzeczy ulubionych. Ma ulubioną zabawkę (figurka kotek z lego duplo), pluszaka (pachnący lawendą miś termofor z SH), ulubione buty (kalosze, choć trapery Timberlanda z SH za 8zł próbują je zdetronizować, z resztą miłość do butów odziedziczył po mamie i babci) i książki (Babo chce i Jest tam kto? zawsze przynosi je na moją propozycję poczytania; czytamy je 3-8razy dziennie, a ja za każdym kolejnym razem próbuję go przekonać do przyniesienia innej książki, co kompletnie nie działa). Dzięki książce Babo chce do słownika dołączyło kolejne słowo “tiuta”, czyli “tutaj”, połączone ze wskazywaniem palcem, najczęściej na czajnik, piekarnik i inne rzeczy, do których bez wzięcia na ręce nie ma dostępu.  Ma już 8 zębów i dalej ząbkuje. Skutkiem tego jest nieprzesypianie przeze mnie nocy, bo tata musi się wyspać do pracy, a ja ponoć mam czas odespać w ciągu dnia (ha ha ha…). Nadal jest mlekożercą, uwielbia mleko tak, jak… koń owies;-). Ciężki rozwód nas czeka niebawem. Już niedługo, bo bliska jestem padnięcia ze zmęczenia, a półlitrowy kubek kawy z rana problemu nie rozwiązuje. W okresie intensywnego ząbkowania ciężko jest nakarmić go czymkolwiek innym. Toleruje pierwsze 4 łyżki zupy, paluszki juniorki i świeżutką drożdżówkę z budyniem. Jęczybuli aż do wpakowania cyca do buzi.  Chętnie mi pomaga w czynnościach domowych. Zasuwa szufladę, kiedy go o to proszę (żeby zaraz ją znowu otworzyć). Wynosi ubrania z kosza na pranie do pralki, chowa i wyciąga ubrania z pralki, przynosi mi po jednej rzeczy do powieszenia Odkurza całkiem nieźle (przemieszcza się przy tym – załapał, że nie odkurza się tylko w jednym miejscu). Gdy mu się przypomni, odkłada zabawki na półkę, chowa klocki do pudełka, ale tylko po to, żeby zaraz znowu wyciągnąć tę samą zabawkę, lub rozsypać klocki po jeszcze większej powierzchni;-). Lubi bawić się z psem, zwłaszcza świecącą jak psu *** piłką;-). !5 minut wściekania z okrzykami radości i 15 minut wytchnienia dla umęczonej matki. Jest rannym ptaszkiem, gdy tata po ciężkiej nocce wychodzi rano do pracy nie budząc mnie i Janka, ten wstaje zaraz po tym, jak tata zamknie drzwi i buszuje. Wraca dopiero, gdy stwierdzi, że trochę zmarzł i przydałoby się mleko na rozgrzanie, albo gdy postanowi uczesać mamie włosy, bo właśnie odkrył, że w szufladzie jest grzebień, i do zaczesania mamie włosów na twarz może się przydać. Swoją drogą, dobrze, że nie wie do czego służą nożyczki, bo te znalazłam ostatnio rano na podłodze w kuchni.

Znaleźliśmy sposób na usypianie Janka. Bardzo mi on odpowiada z racji na zbliżający się rychło czas odstawienia od piersi. Dziś mogę powiedzieć, że ten rytuał wieczorny został zaakceptowany i polubiony przez Janka. A może to nawet on sam uczynił go rytuałem;-). Janek sam decyduje, kiedy chce się już umyć. W reakcji na pytanie, ochoczo rusza do łazienki, pomaga się rozebrać, sam z siebie wrzuca ubranka(albo tylko część z nich) do kosza na pranie i z wielkim entuzjazmem wskakuje do wanny. Chwila zabawy, trochę wściekania, samodzielne mycie zębów, wycieranie, smarowanie, ubieranie.Potem chwila przy cycusiu, i jeśli nie został przeciągnięty, i nie padł na miejscu, rusza do huśtawki. Żąda przy tym dwóch rzeczy: pluszaka i komóry. Zapętlam album Piece by piece Katie Melua, wręczam dzidziolowi w rękę, bujnę i odchodzę, co jakiś czas wracając, żeby huśtawka w miejscu nie stała. W kilka(naście) minut zasypia, i do pierwszego przebudzenia śpi dużo lepiej niż w przypadku zaśnięcia przy cycu.

Taki w dużym skrócie jest na dziś dzień, niespełna 16-miesięczny Janek. Najfajniejszy, jako stworzenie stadne (mam nadzieję, że nie będzie musiał zbyt długo czekać na młodsze rodzeństwo), więc na dokładkę zdjęcia rodzinnego spotkania w Uroczystość Wszystkich Świętych.

DSC_1018

DSC_10312

DSC_10232

DSC_1021

DSC_10202

DSC_1052

DSC_1054

DSC_10572

DSC_1060

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

7 thoughts on “W zabieganiu (nie)zapomniane

  1. Ula

    O! To Janek jest niewiele starszy ode mnie! Ja mam już 15 miesięcy i tata mówi, że za miesiąc będę starsza od Janka :)

    Moją ulubioną zabawką jest telefon taty albo mamy, ale nie pozwalają mi się nimi bawić. Lubię też magnesy na lodówkę, bo mogę chodzić z nimi po domu i sprawdzać, gdzie się przyklejają.

    • Karina

      Janek lubi telefony, lubi mini-wieżę (popsuł już napęd…), lubi zawartość wszystkich szuflad, których nie wolno otwierać, a pozostałe olewa…;-), lubi psa karmić i huśtawkę lubi. Pozdrawiamy cię Ulu

      • Ula

        Ja też lubię grzebać tacie w szufladach, właśnie w tych, w których trzyma najfajniejsze rzeczy. Kiedyś tacie wyłączyłam UPS od komputera.
        Ja też pozdrawiam Was i Janka!

  2. Nie jest łatwo znaleźć złoty środek… Wiem coś o tym… Ale najważniejsze to się starać i go szukać…

    • Karina

      Czasami nadmiar starań odbiera “naturalność”, bliskość, buduje wręcz dystans do dziecka. Tego się obawiam, że sama siebie będę napędzać w staraniach i wyrzutach, że coś, co sobie zaplanowałam, mi nie wyszło. Wolę czasami odpuścić, ugotować zupę na 3 dni i oczekiwać, ze mąż każdego dnia powie “dziś jest jeszcze lepsza”;-)

  3. Jak ja bardzo lubię czytać Waszego bloga! Janek ma super rodziców i na pewno nie będzie mu brakowało kontaktu z Wami.

    • Karina

      Dzięki!:-) Nie wątpię, że nie będzie mu brakowało kontaktu, tylko widzę, że dużo więcej się nauczył obserwując, niż przez to, że mu to pokazałam. I tu mnie boli;-). Próbuje z nim wałkować zwierzątka, ich odgłosy, części ciała. A Janek tylko “miaaaaaa” i “tuta”, i zapomniał, gdzie ma nos…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>