Mam marzenie

Od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy napisać coś na ten temat. Temat niełatwy i społecznie nierozumiany, o czym świadczy chociażby brak akceptacji dla wystawy promującej karmienie piersią, jako “obscenicznej”. W tym miejscu daję ci wybór, możesz zamknąć ten post, zanim obrazem, czy też słowem Cię obrażę, bo będzie “obscenicznie”;-).

Mam marzenie

Mam marzenie, aby moje dzieci, a potem wnuki nie borykały się przez połowę dzieciństwa z alergiami.
Mam marzenie, aby każdy rodzic (szczególnie matki, ale także ojcowie) chciał szukać pomocy i nie leciał za mainstreamem.
Mam marzenie, aby każdy rodzic potrafił bardziej wsłuchiwać się w potrzeby swojego dziecka niż rady życzliwych.
Mam marzenie, aby matek, które nie dają dziecku butelki, przy pierwszej napotkanej trudności było coraz mniej.
Mam marzenie, aby mój wybór karmienia piersią tak “dużego” dziecka nie był traktowany jak fanaberia.

DSC_2460

Nasze początki

Wracając myślami do dnia narodzin Janka i dni spędzonych przez nas w szpitalu widzę, o ile piękniej mógłby ten czas wyglądać. Widzę w ilu miejscach zawiodły procedury, a może i ludzie. Dostałam oksytocynę, choć o to nie prosiłam, ba, dopiero gdy się zapytałam uzyskałam informację, co wylądowało właśnie w kroplówce. Tylko chwilę miałam okazję trzymać Janka po porodzie, a zaraz potem narkoza, łyżeczkowanie… Gdy się obudziłam, pozwolono chłopakom wejść do mnie. Sama przystawiłam Janka do piersi, nikt do nas nie zajrzał, nie sprawdził, czy dobrze ssie. Nasz poród nie był fizjologiczny, gdyż dostałam oksytocynę, znieczulenie, miałam nacięte krocze. Czy to powód, dla którego nie zasłużyliśmy na wsparcie? Kawałkiem ligniny wymazała mnie studentka, potem z salową zawiozły mnie na salę. Była pierwsza w nocy, K. nie mógł zostać ze mną. Janek w mydelniczce, a ja z przykazem oddania moczu w ciągu kilku godzin. Łóżko wysokie nawet dla mnie, która mam 172cm wzrostu. Pozszywane krocze, zawroty głowy po narkozie… gdy Janek zaczął płakać, nie wiedziałam, jak mam wstać. Dzwonek na sali nie działał. Ból i poczucie bezradności wypierały radość jego narodzin. Dałam radę. Janek pozostał do rana ze mną na łóżku. Wstał nowy dzień. Zostałam skrzyczana za branie dziecka do łóżka.Od 10.00 do samego wieczora miałam gości. Siostra pomogła mi się normalnie umyć, K. biegał w ekstazie z uśmiechem zwycięzcy. “Obsługi” dziecka uczyłam się na siostrzenicy, nie był to dla mnie szok. Wiedziałam, jak podnosić, jak przebierać, przewijać. W sprawie karmienia kilkakrotnie prosiłam  o pomoc położne. “Niech go pani budzi co 3-4h na jedzenie”, “Proszę mu dać butelkę, bo za dużo traci na wadze”… I tak  rozbierałam Janka do pampersa, przecierałam mokrą chusteczką, gilgotałam po nóżkach, budziłam po kilkanaście razy w czasie każdego karmienia. Zanim minęła pierwsza doba, Janek jadł różowe mleko, a ja wbijałam paznokcie w dłoń, aby coś bolało bardziej; a potem po 30-40minutach kazano mi go dokarmiać. Ani przez chwilę nie zbliżył się do spadku 10%masy urodzeniowej, a ja cały czas czułam się źle, z tym, że nie mogę nakarmić własnego dziecka. Najgorsze były noce. Nasza 3. noc w szpitalu upłynęła pod znakiem spania z budzikiem co 3 godziny, karmienia i dokarmiania mlekiem modyfikowanym dla wcześniaków. Tak bardzo chcieli się nas już pozbyć, a ja tak bardzo chciałam już być z nim w domu, że odpuściłam. Po 3 nocach wyszliśmy do domu, z obrzydzeniem do mleka modyfikowanego i nawałem pokarmu. Od tego czasu uczę się ufać sobie i mojemu dziecku.

DSC_0173

Kilka liczb

Zmieniły się trochę standardy opieki okołoporodowej, ale wciąż ten czas, który spędzamy w szpitalu nie pomaga nam oswoić się z karmieniem piersią. Do karmienia potrzebni są w zasadzie tylko mama i dziecko, ale dobrze, by znalazł się w przypadku problemów ktoś, kto oceni, czy dziecko ma prawidłowy odruch ssania, czy nie ma problemów z wędzidełkiem etc. W naszym kraju więcej wydaje się na stworzenie nowej strony internetowej dla ministerstwa zdrowia, niż na promocję karmienia piersią.
6 miesięcy – to zalecenie WHO dotyczące wyłącznego karmienia piersią (w międzyczasie po 4-5 miesiącu zaleca się wprowadzanie glutenu w postaci jednej łyżeczki ugotowanej kaszy manny w osłonie mleka mamy).
24 miesiące, czyli 2 lata – to czas, jaki według WHO powinno co najmniej wynosić dalsze karmienie piersią.
2,2 miesiąca – to średnia długość karmienia piersią w naszym kraju. Mleko modyfikowane wymyślono, aby nie umierały sieroty w domach dziecka, i nigdy nie zastąpi mleka mamy. Każdy miesiąc karmienia piersią ma znaczenie.

DSC_2462 DSC_2464

Czuję

Czuję się w obowiązku o tym napisać. Nie dlatego, że byłam uczestniczką konferencji o “Nierównym traktowaniu w prawie młodych matek” zorganizowanej przez Medelę, Fundację Mleko Mamy i Fundację Siostra Ania. Nie dlatego, że ten czas utwierdził mnie w decyzji o dalszym karmieniu, choć wiele razy chciałam się poddać: czekałam tylko na wizytę u alergologa, półtora roku, wyniki testów panelowych; podświadomie odwlekałam ten moment w czasie. Dziś wiem i czuję, że to nadal dla niego i dla mnie dobre, że nas nie ogranicza, a daje ogromny zastrzyk odporności i bliskości. Nie uważam, że mama karmiąca mlekiem modyfikowanym jest gorszą mamą, ale z całą stanowczością stwierdzam, że mleko mamy jest najlepsze dla dziecka tak długo, jak tego mleka w diecie potrzebuje.

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

19 thoughts on “Mam marzenie

  1. Justyna

    Podpisuję się obiema rękami jako mam syna karmionego piersią do wieku 2 lat 5 miesięcy i córki obecnie 6,5-miesięcznej, karmionej nadal.
    Zdjęcia przepiękne!
    Puszczam w świat ten wpis :)

  2. Karino zgadzam się z Tobą w 100%, ale … ja jestem matką, która z karmieniem piersią ma same złe wspomnienia, nie lubiłam tego robić, źle się z tym czułam…wytrzymałam tylko 3-tyg (przy pierwszym i drugim dziecku) . Źle się czułam z tymi “cyckami” wiecznie sączącymi mlekiem, ten zapach, moje uwiązanie …wolałam butelkę i gdybym miała kolejne dziecko też bym tak zrobiła. Karmienie piersią to nie dla mnie:(((

    • Beato, ja też nie znoszę zapachu mleka, przecieków na bluzce, tego, że latem musiałam chodzić w szaliki przy najmniejszym wiaterku… przez pierwsze półtora miesiąca. Potem było tylko lepiej:-). Po 5 miesiącach karmienia mogłam już normalnie spać na brzuchu. Po 7 miesiącu udało mi się przespać całą noc, bo Janek sam znał drogę do mleka… Rzecz w tym, że często mamy taki obraz karmienia piersią, a dookoła brak osób, które mówią, że warto. A jak mówią, to nazywa się to terrorem laktacyjnym. Częściej słyszymy: po co się męczyć, jak można dać butlę. W dodatku dziecko będzie lepiej spało (bo mm jest o wiele gorzej tolerowane przez małe brzuszki, ale o tym już się zapomina).

  3. Sara

    Jest to swoista schizofrenia, że reklama dachówki z “panią z cyckami” jest społecznie akceptowalna, a karmienie piersią to zachowanie obsceniczne… Niemniej jednak ja też mam marzenie, aby matki karmiące, szczególnie te karmiące trochę starsze niemowlaki, też czasem pomyślały gdzie i w jakich okolicznościach to robią. Dla mnie np. jest to coś bardzo intymnego, nie cierpię karmić “przy ludziach” i staram się tego unikać (której to niechęci zresztą szanowna autorka mogła być świadkiem na pamiętnych rekolekcjach w Orzyszu ;P). Nie potrafię znaleźć empatii i zrozumienia wobec matek karmiących np. w kościele na Mszy (WTF??) czy centralnie w oko mojemu mężowi, miejmy trochę ogłady!

    • Jak J. był bardzo mały to zdarzało nam się karmić w czasie Mszy… w cichej, pustej zakrystii. Na rekolekcjach niestety nie było szans na wychodzenie co chwilę, ze względu na moja funkcję, a Janek też już nie w tym wieku, gdy się da zasłaniać szalikiem, choć ciągle próbuję, gdy przychodzi nam się karmić w miejscu publicznym;-).

  4. Zazdroszczę Tobie karmienia piersią. Ja nie podołałam temu wyzwaniu. Byłam bardzo zestresowana i w amoku nie zdążyłam poprosić o fachową pomoc położnej laktacyjnej. W szpitalu od jednej słyszałam, że wszystko ok, w domu od środowiskowej, że przecież nie powinno boleć, bo przystawiam prawidłowo (na studiach miałam sporo zajęć na temat karmienia). Po 7 tyg. walki o mleko laktatorem i próbami przystawiania Filipa do piersi dostałam zapalenia i totalnego zaniku pokarmu. Zawiodłam siebie. I na tle psychicznym i na tle zawodowym. Przy kolejnym dziecku będę walczyć, choć nie jest wykluczone, że mam po prostu problemy z przewodami mlekowymi. Bo mnie brodawki nie bolały, nie krwawiły po kilku dniach wprawy. Mnie bolała cała pierś aż po pachę podczas ssania, więc coś musiało się dziać więcej. I tak cieszę się, że mimo tego przykrego dla mnie czasu Fi dostał to, co mógł dostać ode mnie najlepszego. Oprócz miłości oczywiście :)

    • Dzielna kobieta! Miałam takie bóle przy niedrożności kanalików, ze 3 razy. Od kapusty miałam aż zmacerowaną skórę, gryzłam tetrę, a K. masował, aż miał odciski, a mleko leciało na 2m. Byłam mocno zmotywowana do karmienia. Przy 2. zastoju (3dni takich tortur) już zauważyłam alergię na białka mleka krowiego przy próbach ekspozycji na gluten, więc wiedziałam, że prędko się nie odstawimy. Pomyśl sobie, że są kraje, w których fachowe doradztwo laktacyjne jest bezpłatne i nie trzeba czekać 2 tyg. na wizytę.

      • Karina, chyba nie taka dzielna. Ten ból pojawiał się bez zastojów przy każdym przystawieniu Filipa, więc raczej nie pozbyłabym się mojego problemu tak łatwo. Była jakaś przeszkoda. Przy używaniu laktatora nic nie bolało, ale wiadomo, że laktator nie zassie tak jak dziecko. odciągałam pokarm po każdym karmieniu, bo nie byłam w stanie zrobić zapasów. Byłam wykończona i miałam dylematy,czy isć na spacer i podać mm, czy odciągać pokarm. Później podejmowałam kolejne próby karmienia, gdzie ból sprawiał, że nie byłam w stanie się wyprostować i autentycznie bałam się kolejnego karmienia za 3 godziny. To był dla mnie ogromny stres. Teraz żałuję, że nie poszłam do poradni. Zazdroszczę, że w innych krajach łatwo o taką pomoc.

  5. Wielkie brawa za każde słowo. Długość karmienia w naszym kraju jest zatrważająca, a “nie mam pokarmu i muszę dokarmiać” to najczęściej słyszane przeze mnie słowa. Myślę, że kobiety nie zdają sobie sprawy, jak wiele do powiedzenia mają hormony. Nastawiając się na brak pokarmu i niemożność karmienia, może faktycznie się tak stać.

    Sama bardzo chciałam karmić. Udało się. Już 11 miesięcy, ale na tym nie poprzestajemy. Kiedy słyszę “powinnaś już zacząć odstawiać” tylko się uśmiecham. Mały też, kiedy trzyma cyca w buzi i to jest dla mnie wystarczający argument.

    • Dziękuję ci za każde słowo tego komentarza, a ostatnie zdanie jakbyś mi z głowy wyjęła…:-)

      • Czyli się zgadzamy, bardzo się cieszę :).

  6. Justyna

    W temacie karmienia w kościele: http://www.independent.co.uk/news/people/news/pope-francis-encourages-mothers-to-breastfeed-in-the-sistine-chapel-9055379.html

    ;)

    Zaskoczyło mnie to, co napisałaś o średnim czasie kp. Wśród matek, które znam większość karmi piersią dużo dłużej.

    • Chciałabym żeby to była nie prawda. Chciałbym żeby większość dzieci miała możliwość być karmiona wyłącznie mlekiem mamy przez pierwsze 6 miesięcy i dalej przy rozszerzaniu diety, co najmniej do roku. Link boski, już porwałam;-). Dziękuję:-)

  7. KASIA

    Tak jak juz kiedys pisalam ja Cie podziwiam niezmiernie. Ja mam inne zdanie na temat dlugosci katmienia dziecka – i na ten temat tez juz dyskutowalysmy, ale powinnas byc z siebir dumna bo masz swoje zdanie i widze ze lstwo nie odpuscisz:)ja Jasia karmic przestalam kiedy mial 5miesiecy bo steacilam pokarm przec to ze bralam silne leki, przeszlam zabieg i strasznie cierpialam. Przez 3dni nie moglam karmic, a do butelki laktatora nic nie leciało. .. przeszlismy a w zasadzie to moi rodzice przeszli wiele by synus zalapal jedzenie z butelki… kiedy wrocilam ze szpitala pokarmu bylo jak na lejadstwo ale dosrawialam tak czesto jak J tego potdzebowal. Niestety pojawila sie skaza – dieta w ogole nie oimagala w zwiekszeniu laktacji a tak naprawdę doprowadzala moj organizm do wyschniecia na wior. Decyzja byla nirlatwa ale zostala podjeta i wcale nie zaluje… Tobie bije brawo ale rozumiem kobiety ktore karmią tylko do 6miesiaca z wybiru lub nie karmia w ogóle. Bo karmienie to wielka rzecz i swego rodzaju piswiecenie.

  8. To ja tylko napiszę, że macie piękne zdjęcia. PIĘKNE!!!

    • Z twoich ust to miód na me serce;-). Pierwsze na mą prośbę zrobił Krzyś, pozostałe 2 na podglądzie lustrzanką (widać na coś się przydaje ten uchylny ekran jednak)

  9. Mnie też zaskoczyła statystyka. Wszystkie mamy, które znam, karmią przynajmniej pół roku lub dłużej. Być może ten słaby wynik to nie efekt zniechęcenia, tylko braku fachowej pomocy. Kiedy urodził się J.J. nie miałam pojęcia o swoich prawach i możliwościach, a przez pierwszy tydzień nawet lekarze nie potrafili podjąć decyzji, czy mogę go karmić swoim mlekiem, czy nie (oboje mieliśmy infekcję, on był w inkubatorze, leżeliśmy w różnych szpitalach). Kiedy zapadła decyzja, że tak, mimo wszystko nie mogłam dostawiać go do piersi. Nikt nawet słowem mi nie wspomniał o kangurowaniu. Nie wyciągało się wcześniaka z inkubatora i już. Uczony był przez rehabilitanta ssania z butelki, nie z piersi. Słuchałam lekarzy, bo walczyli o jego życie. Z moją dzisiejszą wiedzą, zachowałabym się zupełnie inaczej i walczyła o przykładanie do piersi, o naukę ssania z nij. Niestety wypisany w końcu do domu piersi ssać już nie chciał. Przez cztery miesiące odciągałam pokarm, w bólu i łzach, przykładałam, przymuszałam, nie nauczył się :/ To była droga przez mękę, ale i tak się cieszyłam, że pije z butli moje mleko. Niedźwiadka miałam szczęście karmić i rozkoszować się tą bliskością przez 5 miesięcy. Potem pokarm zaczął zanikać i chociaż – już mądrzejsza – korzystałam z poradni laktacyjnych i robiłam wszystko, jak zalecali, nie udało się dobrnąć do 7. miesiąca :(

    • Ta statystyka mnie wręcz przeraża. Nawet w chwilach kryzysu, przy zastojach pokarmu, myślałam “byle dociągnąć do 9. miesiąca (dopiero w ok.9 miesiącu życia poza brzuchem organizm dziecka zaczyna nieśmiało sam wytwarzać przeciwciała). Jako rodzące bardzo często nie mamy pojęcia o tym, jakie prawa nam przysługują nawet z samych Standardów Opieki Okołoporodowej. Będąc w ciąży mamy prawo do bezpłatnych konsultacji z położną. Ja byłam może na 3 spotkaniach, bo nie czułam potrzeby płacić mojej gin. 150zł za konsultację w sprawie opuchniętych nóg;-). Oznaką, że coś jest nie tak, jest to, że co chwilę podważa się kompetencje matek karmiących (dziecko za mało przybiera, płacze bo się nie najada, masz za mało pokarmu), potem mówi, że jesteśmy złymi matkami, bo dokarmiamy, potem pokarm zanika, więc jesteśmy złymi matkami bo nie karmimy naturalnie (i tu jeszcze terror laktacyjny;-)), a jak się uda karmić ponad rok, to znowu słyszymy, że nasze dziecko jest już za duże na cycusia. Tymczasem wystarczyłoby edukować zawczasu, więcej niż 1h wykładu i ćwiczenie praktyczne z lalką, Potem przy pierwszym karmieniu sprawdzić, czy wszystko jest dobrze (do nas zajrzała położna i z drzwi sali porodowej oceniła: karmi pani? to dobrze; dlatego stwierdziłam, że nikt nie zajrzał, bo ocenić z odległości 3m w 2s prawidłowego przystawienia się nie da. Dr. Łojko na konferencji opowiadała, że około 20% dzieci wymaga podcięcia wędzidełka języka, aby prawidłowo ssać. Od razu też powinny mieć dobraną przez neurologopedę rechabilitację. Szpitale, w których się to sprawdza należą do rzadkości. Myślę, że dobre prawo i edukacja dobrze wpłynęłyby na większą pewność siebie i zaufanie intuicji, przez te z nas, które chcą karmić swoje dzieci, i zmniejszenie odsetka tych, które się poddają, lub w ogóle nie chcą karmić twierdząc, że mm jest tak samo dobre.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>