Upiór w kościele, czyli jak uczyć dziecko pobożności

Jesteśmy wierzący, praktykujący, a nawet w kościele działający. Nie jest tajemnicą, że historia naszego poznania wpisana jest w Ruch Światło-Życie, ani też dalsze kontynuowanie przez nas formacji małżeńskiej w kręgu Domowego Kościoła. Jednakże niezależnie od tego, czy podobnie do nas potrzebujesz wspólnoty, aby swoje życie przeżywać w jedności z wiarą, czy wystarczy ci niedzielna Msza święta, składając przed swoim współmałżonkiem, w obecności kapłana i wszystkich świadków, przysięgę małżeńską zobowiązałeś się do przyjęcia i wychowania w wierze katolickiej potomstwa.

Czytając naszego bloga zapewne, jesteś już rodzicem, albo właśnie spodziewasz się dziecka. Nie jest to blog parentingowy, nie znajdziesz tu tysiąca sposobów na obsługę dziecka, podzielę się z tobą jedynie naszym doświadczeniem. Tym razem to doświadczenie przeżywania Eucharystii z dzieckiem, a nawet z tłumem dzieci, które da się “poskromić” i bynajmniej nie jest to odbieranie im dzieciństwa, radości, głodzenie i nękanie.

Zacznij od siebie

Dobre przeżycie Mszy z dzieckiem może wymagać od ciebie więcej przygotowania niż za czasów bezdzietnych. Od kiedy urodził się Janek nieczęsto mamy okazję do uczestniczenia w Mszy świętej w ciągu tygodnia. Tym bardziej skupiamy się na dobrym przeżyciu tej niedzielnej Eucharystii. Podstawą jest zawsze łaska uświęcająca. Jak zła byłam na K., gdy przez 2 miesiące uniemożliwiał mi pójście do spowiedzi (ot, pokutę dostałam związaną z koniecznością jego zaangażowania), wie tylko on. Do spowiedzi zazwyczaj chodzimy jednego dnia, dzień wcześniej na wspólnej modlitwie dziękując Bogu jedno za drugie, i przepraszając za to,  w czym wobec siebie nawzajem zawiniliśmy. Prosimy o potrzebne łaski i jedność w naszym małżeństwie i rodzinie, którą współtworzymy. Pomaga mi to w osobistym rachunku sumienia.
Łaska uświęcająca, to jednak tylko jedna noga dobrego przeżycia Eucharystii, dlatego codziennie wieczorem podczas modlitwy małżeńskiej czytamy Ewangelię na następny dzień. Szczególnie ważne jest to przed niedzielą. Żyjąc tym słowem od rana (a przypomina nam o nim jeszcze antyfona w pieśni Zachariasza)  łatwiej jest się skupić na wymowie tekstów liturgicznych i Sensie pozostałych czytań. Często staram się, aby intencja, z którą idę na Mszę miała związek nie tylko z naszą i naszych bliskich sytuacją, ale także z Ewangelią.
Teraz najtrudniejsza dla mnie sprawa, wychodzenie wcześniej do kościoła. Od kiedy pamiętam starałam się dotrzeć do kościoła kilka minut przed rozpoczęciem Mszy. Gdy zostałam żoną muszę ulegać potrzebie mojego mąża weekendowego wylegiwania się z rana, więc często zdarza nam się wychodzić razem z księdzem, a przy dobrych wiatrach wchodzić do kościoła razem z procesją wejścia.

Prowiant na drogę

Ostatni raz Janek jadł w czasie Mszy w ubiegłe wakacje podczas rekolekcji, cyca lub paluszki. Tylko dlatego, że zdarzało się, że budził się w połowie Mszy po 2h drzemce, a ja poza uczestniczeniem w tej Mszy służyłam grą na gitarze i śpiewem. Normalna sytuacja, to dziecko kończące śniadanie na 30-40minut przed wyjściem do kościoła i żadnego jedzenia/picia w czasie Mszy. Na prawdę się da nie dokarmiać dziecka w kościele. Małe niemowlaki z tej reguły wyłączmy, bo nawet papież Franciszek zachęcił matki małych dzieci, by karmiły je piersią w kaplicy sykstyńskiej, jeśli byłyby głodne (klik).

Zabawki

Nie świecące. Nie hałasujące. Nie za dużo. U nas to zazwyczaj jedna przytulanka i np. drewniany samochodzik. Zazwyczaj to i tak o 2 zabawki za dużo;-).

Postępowanie z małym “terrorystą”

Janek przeważnie w czasie Mszy siedzi w wózku i obserwuje. Obserwuje ludzi dookoła, uśmiecha się do nas, patrzy na inne dzieci, które wylegują się na dywanie pod ołtarzem bocznym. Czasami chce wyjść, wtedy jedno z nas go pilnuje dając mu prawie wolną rękę. Janek boi się obcych dzieci, więc nie rusza ich zabawek, ale bardzo, ale to bardzo rusza go skrzynka na intencje do nowenny do Matki Bożej. W połączeniu z kluczami jest wprost idealną zabawką, ale… czyni hałas i rozprasza innych. W związku z tym, czasami trzeba młodego opanować, czyt. wziąć na ręce, przytulić, odstawić do dalszej zabawy. Przy każdym proteście to samo. Z terrorystą jedno z nas wychodzi na koniec kościoła. Wracamy, gdy się uspokoi (zawsze się uspokaja). Nie wychodzimy na zewnątrz, bo to by oznaczało przegraną, a my z terrorystą nie przegrywamy;-). Ostatnio coraz częściej Janek po prostu siedzi u nas na kolanach, albo drepcze dookoła wózka. Nie jest niezadowolony, znudzony, nie chce z kościoła uciekać. Zaczyna klękać razem z nami i rozdaje buziaki na znak pokoju;-). Kładzie monetę na tacę, chodzi z nami za rękę do komunii i tylko trochę czuje się zawiedziony, że nic nie dostał. Gdy nie uczyni tego ksiądz, sama czynię Jankowi znak krzyża na czole. Coraz częściej też mówię Jankowi, co w czasie Mszy się dzieje, krótko i prosto, bez wywodów Idy do Józinka.

ZVR_1253

Dopełnienie sukcesu

Z tym poczekamy na trochę więcej rozumności, do około 4-5lat. Potrzebny jest do tego tata, bo mama mówi całymi dniami, a spacer i rozmowa sam na sam z tatą musi oznaczać coś ważnego. Kiedyś panowie moi wybiorą się na spacer do pustego kościoła i tata opowie Jankowi, jak co się nazywa, do czego służy, co symbolizuje, aby Msza nie była “magią”, ale tajemnicą, którą się po kawałku stara odkryć. Cały czas pamiętamy, że naszych dzieci nikt za nas nie nauczy wierzyć. Babcie mogą nauczyć pacierza, i chwała im za to, ale to, czy i jak nasze dzieci będą wierzyć zależy przede wszystkim od naszego przykładu.

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

11 thoughts on “Upiór w kościele, czyli jak uczyć dziecko pobożności

  1. Justyna

    Napiszę tylko: DZIĘKUJĘ ZA TEN WPIS!

  2. Gosia

    Oj, Karinko, pięknie napisałaś :) Dzięki!

  3. Oj podziwiam, podziwiam, podziwiam… Nasze Lucyfery;) po 10min. w kościele chcą iść do domu. Szymon mówi, że chce do domu, a Karolinka pyta kiedy pójdziemy do domu:( Cały czas odpowiadałam tylko na pytania, że jeszcze troszkę, przyszliśmy do Bozi itd., miałam dość uciszania, zakazywania biegania (bo nasze dzieci w miejscu nie usiedzą), tylko nerwy a ze mszy św. nic nie wynosiłam, bo nawet nie wiedziałam jaka była Ewangelia, jakie kazanie, nic….. Ja uważam, że uczestniczenie w takiej mszy jest bez sensu:(( Ja recepty na to do dnia dzisiejszego nie znalazłam:(( Dlatego bardzo rzadko uczestniczymy we mszy. Nie chcę się denerwować. Bo weekend to dla mnie tylko dwa dni kiedy mogę odpocząć od pracy, stresu itp. Bardzo żałuję, że są czasy jakie są i kościoły w ciągu dnia są pozamykane (otwierane tylko na msze). Nie można iść z dzieckiem pokazać, porozmawiać, wytłumaczyć. W tym roku miałam plan żeby pojeździć po różnych parafiach i pokazać dzieciom różne żłóbki w okresie Bożego Narodzenia. Niestety:(( Wszystko pozamykane.

  4. Bardzo ciekawy i potrzebny wpis. Szczególnie dla rodziców, którzy chcą uczestniczyć w Mszy Św. przynajmniej w niedzielę. Nasze doświadczenia z tym związane są bardzo różne, jak różne są nasze dziewczyny. Najstarsza (wulkan energii i temperamentu, lat 5) w zasadzie od niedawna uczestniczy w spokoju we Mszy św. Wszystko za sprawą scholi, w której zaczęła śpiewać :) Wcześniej były wieczne batalie o spokój :( Nie pomagały książeczki, kartka i długopis itp. Ze średnią (2,5 roku), choć jest dużo spokojniejsza nadal nie jest łatwo. Wierzę jednak, że z wiekiem to minie. Najmłodsza (6msc) nie ma wyjścia ;) Pakujemy ją w wózek i tyle ;) Jak jest potrzeba nakarmienia jej to robię to nawet w kościele, tylko szukam miejsca w którym ani ja ani współmodlący się nie będą skrępowani tą sytuacją. Pozdrawiam, ach!

    • Jak Janek był w wieku najmłodszej to też karmiliśmy się w kościele. Zakrystia dla ministrantów była idealna. Wszystko słyszałam, byłam tam sama, i na dokładkę jest tam okno z widokiem na ołtarz;-). Mam nadzieję, że nasze doświadczenia przy większej ilości dzieci drastycznie się nie zmienią:-).

  5. Muszka

    Ja szczerze to byłam z Jasiem ok 4razy w kościele wolę chodzić sama bo to jest jedyna moja godzina w tygodniu gdy jestem sama bez dziecka . Jak się zacznie robić cieplej to będę go już zabierać co można przed kościołem stać bo synek nie lubi juz siedzieć w wózku i będzie płacz . Ksiądz po kolędzie mi powiedziła by chodzić do kościoła na mszę dla dzieci i nawet jeśli biega i rozrabia dziecko to ludzią starszym nic do tego bo to msza dla dzieci:) Podobało mi się to co powiedział bo nie raz słyszałam jak starsze panie zwracały uwagę małym dziecią co jeszcze mówić nie potrafią. Teraz co wieczór zmawiam paciorem z Jasiem i on wtedy zawsze się wycisza i słucha:)

    • Ja sama nie przepadam za Mszami dla dzieci. Nie mam nic przeciwko dzieciom, które się bawią, byleby sama zabawka nie czyniła więcej hałasu niż dziecko. Janek dziś był mocno pobudzony na Mszy, tj wyszedł z wózka na około 10minut, po czym chciał szybko do niego wrócić. Nie podobało mu się, ze na oko 10-miesięczna dziewczynka chciała się pobawić jego misiem (“Mamo ten miś jest mój” “trzeba się dzielić, dziewczynka weźmie misia tylko na chwilę, i zanim skończy się Msza, ci odda” “ale on jest MÓJ” – brzmiałaby wymiana zdań, gdyby Janek umiał więcej gadać;-) ). Z wózka wyrzucał samochodzik i misia na posadzkę, a potem udawał puszczanie bąków…;-)

    • LInkowałam cię na facebooku;-)

  6. Kate

    hej, bardzo ciekawy post. w jakim wieku jest Twój synek? Moja córka ma prawie 17 mies. chodzimy w niezielę do kościoła i chodzimy tez po kościele :) nie usiedzi w wózku (bierzemy go po to bo po mszy od razu na suuuper długi spacer) no więc spacerujemy, maszerujemy, tuptamy. rzędem głównym, bocznymi, między ławkami, z samego przodu i tyłu. i tak całą mszę :) zdarza się, że gdy śpiąca jest tak marudna że musimy wyjść i uspać dziecko. mmo że chodzimy na msze dla dzieci, któeych jest wtedy dużo mam wrażenie że czasem spoglądają co niektórzy i patrzą wzrokiem pretensjonalnym… pozdrawiamy :) K&U

    • Janek ma już prawie 20miesięcy. W ostatnią niedzielę byliśmy wyjątkowo na Mszy wieczorem. Janek był niespokojny, czyli przez 10minut bawiłsiew ławce i czarował panie siedzące z tyłu uśmiechem (przynajmniej nie nas rozpraszał;-) ), a potem zażyczył sobie siedzenia w wózku, bo inny chłopiec zaczął się przy nim kręcić;-). Ach ta zazdrość… Pozdrawiam serdecznie

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>