weekend

Był i się skończył, a my w tym tygodniu latamy po lekarzach. Dziś miałam USG tarczycy i badanie krwi. Z tej okazji, a nie tylko dlatego, że jeszcze nie wróciłam do jazdy samochodem, wracaliśmy z Jaśkiem pociągiem do domu. Stojąc na centralnym w kolejce do kasy, a potem czekając na elfa modliłam się, żeby młody się nie obudził na karmienie, bo dworzec o poranku nie zachęca, ani atmosferą, ani ciepłem. Zjadł w pociągu. Potem, korzystając z wertykalnej pozycji w foteliku samochodowym zamontowanym na stelarzu wózka, podziwiał widoki. Spokojny był niesłychanie. A mnie to cieszy ogromnie. I nie tylko to, że był taki dzielny jadąc pierwszy raz pociągiem, ale fakt, że otwiera nam to nową furtkę,  na świat otwiera (bo nic tak nie ogranicza, jak małe miasto, które niby zna się od dziecka, ale jednak ostatnie lata życia wracało się tam zjeść i przespać). Jakieś ograniczenia dla nas? Dla NAS? Nie, no skądże. A takiego syna, to ja sobie wymodliłam! Tak właśnie! Jakby ktoś szukał właściwych słów: “Panie Boże, proszę Cię, aby moje dziecko było takie, aby pomimo planów 4rodzeństwa dla niego, nie zostało jedynakiem. Amen”. Narazie działa.

Podróż udokumentowana telefonem, który lubi pływać. Nie obrabiane również w żadnym instagramie. Za jakość przepraszamy. Cośmy przeżyli, to nasze.

Weekend był. Była daleka podróż, której Janek nie pamięta i dziwny ‘pies’, co się jeszcze dziwniej bawił, dużo nowych cioć i wujków. Jeszcze więcej pysznego jedzenia i kruche pierożki z jabłkiem, których smak się pamięta na zawsze (kiedyś je odtworzę, na pewno ;-) ).Był powrót do domu z przebudzeniem podczas odpinania pasów przed domem.  A potem była niedziela: Figusiowa choroba, wspólna Eucharystia, jabłuszko skrobane, obiad u babci Jadzi, kilka niezrozumiałych łez, Vettel i Alonso, tylko trochę czasu na sen zabrakło. Zdjęć za to nie.

Dziwny ‘pies’ zwany Lusią, który jest wszędzie tam, gdzie ktoś ma okazję go chwilę pomęczyć

 Kaszka z jabłuszkiemi jabłuszko skrobane

Minek kilka przed odlotem w babci ramiona.

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>