chusta

Nigdy, ale to przenigdy nie myślałam, że noszenie może być złe. Może być ciężkie, może być męczące, ale złe? I słyszę, co chwilę od ludzi, którzy nas słabo znają, że go sobie tym noszeniem rozpieściłam, rozpuściłam, że teraz to już będę nosić cały czas… Jak będzie tego potrzebował, to będę, i nadal będę twierdzić, że jest to dobre. Jest dobre, i nie tylko czuję to, ale obserwuję, że to właśnie z noszenia i bliskości jaką noszenie daje moje dziecko jest tak spokojne. I nie jest tak, że nie mogę nic zrobić, bo cały czas młody chce być noszony, potrafi bawić się sam nawet przez godzinę słysząc mój głos, i wiedząc, że jak mnie zawoła, to przyjdę, uśmiechnę się, dam inną zabawkę, albo tą, która akurat mu towarzyszy, zanimizuje. Moje dziecko jest spokojne i nie dostaje ataku płaczu, gdy znikam na chwilę za ścianą. Jak na swój wiek, całkiem nieźle potrafi się sobą zająć. Dzielny jest od tego przytulania i już!

Z tym noszeniem i tuleniem rzecz kształtuje się całkiem instynktownie. Pytanie brzmi: jak mogę rozpieścić dziecko noszeniem i bujaniem, skoro było noszone i bujane przez 9 miesięcy siedząc u mnie w brzuchu? Jak mogę go nie tulić, skoro dotyk mojego ciała zna tak dobrze, i bardziej niż sucha pielucha, ładny kocyk, czy fajna zabawka, zapewnia to mu poczucie bezpieczeństwa? Czytałam ostatnio o tym, że ludzkie dziecko jest noszeniakiem, czyli stworzeniem od urodzenia predestynowanym do noszenia. Noszeniakami są również wszystkie człekokształtne. Dobra, one mają futro, i naturalne jest, że to młode łapie się samicy, która wydała go na świat za to futro, i tak je nosi wszędzie za sobą. Noszenie jest rzeczą oczywistą dla wszystkich ludzi żyjących w plemionach koczowniczych, i tylko w cywilizowanym świecie osadników ktoś zapomniał, że tego dziecku potrzeba. I tak zaczęło się wymyślanie, co zrobić, aby za wszelką cenę tego dziecka do siebie nie przywiązać, żeby mieć dziecko i mieć wolność. A ja twierdzę, że dziecku dałam wraz z mężem życie, aby je pielęgnować, wychować i być dla niego oparciem nawet wtedy, gdy jego wybory nie będą moimi. Chcę żeby mi ufał i nigdy, ale to przenigdy nie pomyślał, że mam go w nosie. Bo łatwo jest tak stwierdzić będąc dzieckiem. Zasłuchane dzisiaj w przychodni:
“Moja starsza córka powiedziała mi wczoraj, że się nią mniej cieszę. Zaczęłam jej tłumaczyć, że kocham ją i M. tak samo. Ona odparła, że dla niego mam taki specjalny język…”
Noszenie i przytulanie jest dla mnie takim specjalnym językiem. Nie pieszczę się mówiąc do mojego syna. Staram się jedynie utrzymywać pogodny ton głosu. Nawet ulubione smutne piosenki ostatnio wychodzą mi na wesoło. Widzę za to, że wystarczy, że pobujam Jaśka na moich piszczelach i jego radość sięga górnego c.
Nosimy się więc także na spacerach, nawet do 2h dziennie i testujemy, jak się nam nosi najlepiej. Mamy na tą chwilę 2 chusty. Pierwszą dostałam po cioci. Jest to kieszonka, w której można nosić już noworodka w pozycji leżącej, i do której wraca się, gdy dziecko siedzi, jest ciekawe świata, aby nosić je na biodrze. Jest dla mnie trochę za duża, więc używałam jej do czasu, aż nauczyłam się wkładać Janka do drugiej chusty. Czasami wkładam go w nią w domu, gdy nie daje mi mieszać w garach. Jest też wygodna do karmienia piersią. Przy kolejnym dziecku na pewno zainwestuję w kieszonkę w moim rozmiarze, albo chustę kółkową. Druga chusta jaką posiadam, to chusta elastyczna Tetro. Szukałam długo chusty, z której wiązaniem nie ma zbyt dużych problemów, która daje możliwość noszenia i bardzo małych dzieci i tych większych też. Opinia na temat chust elastycznych jest taka, że sprężynują i po dłuższym spacerze bolą plecy, dlatego większość chust elastycznych jest do 10kg dziecia. Tą wybrałam, bo jest do 15kg, ale już przy 8,3kg dziecia zaczynam sprężynowania doświadczać. Nie oznacza to, że ją odradzam, bo w istocie ma wszystkie te cechy, którymi kierowałam się wybierając ją. Czasami tylko żałuję, że nie kupiłam chusty Tuli ze względów estetycznych (do kupienia np. tu).

źródło: Tublu.pl
źródło:
http://tublu.pl/

Zastanawiam się ostatnio poważnie nad zakupem czegoś, co posłuży nam do noszenia do czasu, aż Janek sam stwierdzi, że z tym koniec. Będzie to albo nosidło ergonomiczne, albo mei tai. Coraz bardziej przekonuję się do tego drugiego, z racji, że jest bardziej chustowe.
Moje wybory:

źródło: http://tublu.pl/
Lub mei tai szyty przez slonik.eu, gdzie pewnie zakupię jeszcze cudnie kontrastową grzechotkę żyrafę na prezent dla dziecia, jeśli nic specjalnego nie znajdę w sobotę na pchlim.

Na koniec nasz sposób na przyjemne jesienne spacery.

Tak traktujemy śpiocha żeby nie marzła mu buzia, a głowa nie latała do tyłu. Nosek nie jest przygnieciony, to tylko mój szalik zajął pierwszy plan.  Kończąc dodam, że na tublu jest fajna rzecz, którą pokażemy jak będzie zimniej;-)

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

One thought on “chusta

  1. Zaluje ze sama nie korzystalam z chusty, ale serdecznie polecam nosidelko ergonomiczne, pisalam u siebie posta na ten temat zapraszam
    http://ilonas25.blogspot.co.uk/2012/10/nosidelka-chusty.html

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>