Wózek

Zaczęło się rok temu. Każda chwila relaksu oznaczała przeglądanie otchłani sieci w poszukiwaniu rzeczy dla niego. Choć rozsądek pana mąża hamował mnie przed kupieniem czegokolwiek więcej niż album na zdjęcia i pamiętnik z pierwszych miesięcy życia, od szukania nie był wstanie mnie oderwać. Dość szybko wymyśliłam idealne łóżeczko, dłużej zajęło nam  odkrycie, że nie ma na rynku nic, co by mnie w tym względzie zadowoliło. Inaczej było z wózkiem.


Gdy pan mąż bił się z myślami nowy/używany popularny/niszowy  samochód i spędzał tyle samo czasu na otomoto, co ja porównując wózki, zastanawiałam się, który wybór jest trudniejszy. Widać on jest mniej zdecydowany, gdyż ja wyboru dokonałam wcześniej, trochę w ciemno, nie wiedząc, czy wózek zmieści się do bagażnika tego drugiego wózka.

Czym się kierowałam w wyborze:

  • wózek miał być miejski, z założenia w terenie chciałam dziecia nosić
  • wózek miał być lekki – dźwiganie wózka z dzieciem na pokładzie na 2.piętro było nieuniknione, a zostawienie wózka na klatce schodowej oznaczałoby zagrożenie kradzieżą i pewność, że tapicerka przejdzie zapachem papierosów
  • wózek miał być 3 w 1, czyli gondola + spacerówka + fotelik samochodowy, który można zamontować na stelażu (funkcja wykorzystana może ze 3 razy, bo jakoś nie miałam serca gnieść młodego w foteliku, jak w wózku jest przecież wygodniej). Dany fotelik miał mieć dodatkowo wysoką notę w testach ADAC, a nie być typem fotelika “mam, więc nie dostanę mandatu”.
  • wózek miał być zwrotny, mieć dobrą amortyzację i ciągłą rączkę, aby można go było prowadzić jedną ręką
  • wózek miał być na tyle niewielki,  żeby nie ograniczał przestrzeni mieszkalnej
  • miał być “ładny”, choć to pojęcie względne, można to odczytać jako “miał wyglądać tak, żeby żadne z nas nie wstydziło się go prowadzić” (podobnie było z wyborem wózka dla starszych ;-) )
  • wózek miał występować w barwach na tyle neutralnych, żeby nadawał się dla obojga płci, oraz aby można było swobodnie wziąć pierwszy lepszy kocyk o odpowiedniej grubości i nie myśleć przez pół spaceru nad kolorowym kiczykiem, który otacza dziecko, ani też  o dopasowywaniu swojego stroju do wózka
  • wózek miał się składać do przyzwoitych rozmiarów, żeby nie zajmował całego miejsca w bagażniku samochodu z segmentu B, na który byliśmy zdecydowani
  • wózek nie miał być super popularny, bo choć przeważnie nikomu nie grozi pomylenie wózka po zostawieniu go przy placu zabaw, to nigdy nie lubiłam mijać kogokolwiek, kto był prawie tak samo ubrany jak ja

Pomysłów było kilka, droższych i bardziej rozsądnych też. Zweryfikowane  zostały rozsądkiem pana mąża i przeglądem “na żywo”. Obejrzeliśmy w sklepie stacjonarnym, zamówiliśmy przez internet, i tak na miesiąc przed narodzinami Janek został posiadaczem “gute deutsche” Cybexa Calisto, czyli wózka ze stelażem typu parasolka, na którym można zamontować niewielką gondolę lub fotelik samochodowy z grupy ‘0’.

Gondola wystarczyła nam na dość krótko. Przeznaczona jest dla dzieci do 9kg (, ale kto się spodziewał, że 2,5-miesięczne dziecko przekroczy 7,5kg, będzie sztywno trzymać główkę i buntować się przed leżeniem na płasko. Pod koniec września na stałe gondola wylądowała w szafie, a na stelażu zamontowaliśmy siedzisko spacerowe. Jest to normalne siedzisko, wygodniejsze niż w zwykłych wózkach parasolkach, dość miękkie. Oparcie rozkłada się cicho, w dodatku do takiej pozycji, że już w spacerowej wersji można wozić noworodki (nie testowaliśmy, ufamy producentowi, że sprawdził bezpieczeństwo takiego rozwiązania). Siedzisko montuje się wyłącznie przodem do kierunku jazdy. Nasz ciekawski dzieć nic sobie z tego nie robi, na spacerach woli obserwować świat niż rodziców, ale wiem, że są dzieci, które płaczą, gdy nie widzą opiekuna. W wersji spacerowej wózek posiada fajną dużą budkę, którą można niemal całkiem przykryć dziecko, aby śpiocha osłonić od słońca lub wiatru. Budka z tyłu ma wiatrołap, a na nim kieszeń na drobiazgi. Jedyna rzecz, której mi brak, to okienko do zaglądania do dziecia. Koszyk na zakupy jest dość pojemny, choć rozłożone oparcie utrudnia do niego dostęp. Zapakowanie około 5-6kg napojów nie utrudnia prowadzenia, choć z naszym dzieciem to już około 16kg obciążenia, czyli jak wożenie 3-4- latka. Podobno można w tym wózku wozić dzieci do 18kg, w co nie wątpimy. Wątpliwe jest raczej, czy tak duże dziecko będzie jeszcze chciało wozić się takim wozem ;-). Nawet zapakowany po brzegi zakupami jest zdatny do wniesienia na drugie piętro z młodocianym na pokładzie przez pana mąża, któremu do Pudziana trochę brakuje. Ja ograniczam się do wnoszenia dziecia z wózkiem i torby.  Jeśli jestem zmuszona zrobić zakupy, młody podróżuje w chuście, lub zostawiam na chwilę wózek na klatce schodowej i wracam po niego już bez młodego.

Wózek prowadzi się bardzo dobrze. Początkowo mieliśmy wyrzuty, że tak młodym trzęsie, przeszły, gdy zobaczyliśmy jak dobrze mu się przy tych turbulencjach śpi. Wózek dociążony lepiej amortyzuje, nie tracąc przy tym na prowadzeniu. Nie potrzeba wkładać wiele wysiłku na podbijanie na krawężnikach. Na oblodzonych chodnikach prawdziwy drift (w końcu opony nie mają bieżnika). W kopnym śniegu tak jak z pchaniem sanek… ale w końcu to wózek miejski, bardziej do jazdy po supermarkecie niż po błocie, śniegu i wybojach.

Koszt takiego wózka z gondolą i fotelikiem, to niewiele ponad 2tys. zł, w zależności od wyboru fotelika. W zestawie jest okrycie na nóżki do gondoli i folia nadająca się do gondoli, spacerówki i fotelika. Brak torby, śpiworka, etc. My dokupiliśmy jedynie uchwyt na kubek, śpiworek i torbę do wózka wybierając od innego producenta. Jesteśmy zadowoleni i mamy nadzieję, że wózek ten posłuży nam jeszcze przy kolejnym dziecku.

Ps. choć wygląda trochę jak wózek dla lalek, to sprawdzi się nawet dla bardzo wysokich rodziców. My oboje mamy ponad 170cm wzrostu i nie potrzebujemy rozciągać rączki.

Filmik pokazujący prostotę obsługi. (My tak łatwo składać nie potrafimy, bo nie mieliśmy jeszcze okazji przetrenować – młodego znosimy w wózku, więc wóz składamy tylko na wyjazdy.)


Na dokładkę, kilka zdjęć z udziałem Jankowego woza.2012-11-26_08-46-56_516 j67

gondola2

gondola

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>