Kurs jęczybularstwa i czym się różnią misie

Jakby mi ktoś powiedział, że zmiany w dzieciowym zachowaniu zachodzą od tak, z dnia na dzień, to bym się postukała w czachę…

jeczybula1

Tymczasem dziś wychodzę z siebie i staję obok, żeby choć trochę obiektywnie, z zewnątrz patrząc stwierdzić, czy to ja jestem nienormalna, czy mój dzieć w nocy, matce za plecami, jakiś przyspieszony kurs jęczybularstwa skończył z wyróżnieniem.

Sytuacja kształtuje się następująco:

  • w nocy budził się nieskończoną ilość razy, przeliczalną niemniej, czyli około “alef zero” (no może była skończona, ale nie pamiętam, więc przyjmuję tą wersję za prawdziwą)
  • z rana skowronka strzelił razem z tatą, więc spacyfikowanie i wylegiwanie w łóżku do 10 nie wchodziło w grę, pomimo łaskawości żywiciela, który w ramach transakcji wymiennej, wyprowadził psa dając mi 5 minut na zrobienie sobie śniadania do pracy;
  • pierwsza drzemka młodocianego trwała tyle, co obcinanie paznokci u rąk; paznokcie u nóg zostały obcięte na żywca
  • drzemek złapał z 5; wszystkie 5-cio minutowe, wszystkie  na matki rękach lub brzuchu
  • po każdej drzemce 5 minut skowronka i powrót jęczybuły.
  • przez cały dzień udało mi się ubrać, 2 razy przewinąć jęczybułę, ugotować mu zupkę dyniowo-marchewkową, przebrać po jedzeniu zupki, pozmywać ignorowaną od początku tygodnia zawartość zlewu… ubrałam się jeszcze gdzieś po drodze i umyłam zęby… ale spotkania ze szczotką chyba nie doświadczyłam… albo młody już mnie uczesał;
  • do tej pory, podczas pisania tego posta zasnął 2 razy, drugi chyba skutecznie, bo śpi już 15 minut
  • uff… dobrze, że mam pierogi zamrożone
  • aktualizacja1… spał jeszcze tyle, ile czasu zajmuje wizyta w toalecie + napisanie powyższego
  • aktualizacja2… jak dobrze mieć brata, został z młodym na czas wyprowadzenia psa i wizyty w rossmanie, w tym czasie jęczybuła się uspokoił, zjadł jogurcik, a potem nawet, trochę jak moje dziecko, pozajmował się sobą pełzając po całym pokoju. Alleluja!
  • aktualizacja3… jest 21.00, dzieć wykąpany, nakarmiony, z czopkiem paracetamolu w tyłku śpi w miejscu, gdzie normalnie śpię ja, a które to miejsca za sprawą tego dziecia mlekiem “pachnie”. Mam zatem czas na skończenie tego posta.

Zdjęć jęczybuły nie będzie. Będą zdjęcia z tych chwil, gdy zabawa była górą, bo jęczybułę się przytula i karmi, pod jęczybułą się leży głaszcząc jednocześnie jego plecki, albo stópki.

jeczybula2

Ładowarka do akumulatora do aparatu jeszcze nie wróciła z serwisu, zatem dzisiejszą “sesję” sponsoruje program Picasa3 i efekt Cinema Scope tudzież HDR ;-)
jeczybula3Lokowanie produktu, który lubimy. Niestety rozmiarówka kończy się na 74cm, więc pozostaje nam polecać innym Newbie by KappAhl – świetny design, jakość i wygoda ;-)

jeczybula4A teraz czas na kilka zdjęć pewnej rzeczy, co do której nie udało mi się przekonać Jankowej babci, a która mnie (i Janka chyba też) urzekła. Pisałam już o tym, że Janek rwie się do “czytania”. Na razie bardziej “próbuje” literatury niż czyta, ale  dbając o rozwój swojego dziecka zaczęłam powoli kolekcjonować mu biblioteczkę. Ostatnio przybyły nam 4 nowe książeczki, z których 2 są na teraz. Jedna z nich to popularne “Obrazki dla maluchów. Świat w ruchu”, czyli obrazki plastelinowych rzeczy/stworzeń, które jeżdżą, fruwają, pływają, skaczą, pełzają. Sympatyczna dość pozycja. Druga to “Różnimisie” autorstwa Agaty Królak, wyd. Dwie Siostry. Pozycja nowa, wydana w ubiegłym roku. Mnie urzekła prostotą ilustracji i przekazu.  Nota wydawnicza głosi: “Książeczka dla tych, którzy chcą wiedzieć, czym się różnią misie”.

roznimisie1Na czym to polega? na sąsiednich stronach są np. miś chudy i gruby. Na tą chwilę czytanie wymaga ode mnie sporo gimnastyki ciała i języka. Ale uśmiech jaki wywołują ilustracje szybki-woooooooooooooooooolllnyyyy, daje satysfakcję. Janek sam chce sięgać książeczkę z koszyka, więc to chyba działa.

roznimisie2Dzisiaj sam przez chwilę bawił się w “nauczyciela” i gadał po swojemu nad książką do królika.

roznimisie3To było coś w stylu “paczaj no królik, obczaj to”.

roznimisie4Po czym nastąpiła chwilowa irytacja, z powodu braku odpowiedzi…

roznimisie5I załamka… ;-) . Książeczkę polecamy, choć babcia stwierdziła, że ja bym Jankowi ładniejsze rysunki namalowała. Ale chyba w tych rysunkach, zrobionych jakby przez dziecko, ale w bardzo przemyślanej konwencji, tkwi urok tej książeczki.

Trochę zdjęć z innej części dnia: obiad i zupa dyniowo-marchewkowa. Rozgotowana i rozdrobniona jedynie widelcem. Uczymy się jeść posiłki z grudkami od wczoraj.

jeczybula5

jeczybula6Smakowała, tylko musiała ostygnąć troszeczkę, więc mam kilka zdjęć.
jeczybula7

jeczybula8

To zdjęcie popsułam, źle ustawiłam światło, ale wyraża moją tęsknotę do mojego nowego body, które już drugi tydzień leży w torbie.

A na koniec małe DIY. Sposób na zajęcie jęczybuły i chwilowe odciążenie rąk.

jeczybula9Chusta zawiązana w łóżeczku, to świetny hamak.

jeczybula10Dla młodszego dziecka można ją zawiązać na innym meblu, np. pod stołem. Młody czołgista potrafi się jednak z hamaka uwolnić, więc łóżeczko jest pod tym względem najbezpieczniejsze.

jeczybula12Trochę kołysania, pozytywka i mobilek nad głową, kwadrans odpoczynku od jęczybuły gwarantowany.

jeczybula11

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>