wąsy i puszki, czyli babskie sprawy

Jest takie miejsce… o którym rozpiszę się dłużej innym razem. Wspominam o nim na wstępie, bo dobrze mi dzisiaj. Wśród samych kobiet i jednego chłopca (mojego syna) spędziłam dzisiejsze popołudnie w “babskim miejscu”. Poświęcę mu niebawem osobny post, tylko wybiorę się tam z aparatem. W “babskim” byłam dziś na prezentacji kosmetyków Mary Kay. Nic nie kupiłam, ale wróciłam do domu w makijażu, z dobrym humorem i pozytywnie naładowana. Na wejściu do domu przywitała mnie porzucona wcześniej deska do prasowania, mąż zdalnie siedzący w pracy, i głód (bo jak się wstaje o 11.00, o 12.00 je śniadanie, to o 14.00 za wcześnie jest na obiad). Nakarmiłam młodego, uprasowałam kilka rzeczy w międzyczasie przenosząc młodego kilkanaście (!) razy z dala od deski do prasowania, z dala od kabla od żelazka, z dala od psiej miski. Po czym wykąpałam go, podtuczyłam jeszcze trochę, pozwalając mu zasnąć przy cycu. Potem szybka kolacja (bo chyba omletu z łososiem jedzonego po 20.00 obiadem nazwać nie można), i stwierdziłam, że muszę coś kreatywnego zrobić…

Tu znowu przychodzi chwila na powrót do “babskiego miejsca”, bo do tej pory za każdym razem wróciłam stamtąd z czymś. Pierwsza wizyta, czyli badanie terenu skończyła się odkryciem, że sprzedają tam Puszki. Zachwyciłam się jakością i wróciłam z czapą dla Janka. Na pewno, gdy Janek będzie starszy zarobi jeszcze Puszkowy komin, spodnie i bluzę.

puszek2 puszek1 puszek3

Zdjęcia zrobione w trakcie szykowania się do wyjścia na spacer.
Janek ubrany w:
Czapa: Puszek
Sweter, spodnie: Next
Skarpetki: H&M

Będąc w “babskim” ostatnim razem wróciłam ze swetrem dla siebie. Kupiłam sobie w nagrodę za wytrzymanie z dwoma chorymi mężczyznami przez cały tydzień w domu, albo inaczej: od męża na walentynki. sweter1 sweter2

Sweter miałam dziś na sobie. W połączeniu z dobrym nastrojem wyniesionym z “babskiego” zmobilizował mnie do zrobienia projektu, który chodził za mną od jakiegoś czasu.  Motyw “mustache”, tak bardzo modny ostatnimi czasy, bardzo mi się podoba. Jest w nim coś zawadiackiego, jest uroczy i kontrastowy, sprawdza się na ubraniach, na paznokciach, jako element dekoracji wnętrz. Pasuje zarówno małym, jak i dużym.  Zapragnęłam więc wykorzystać go do czegoś, co zostanie w domu na dłużej. Dlatego dzisiaj, odrzucając wszelkie poczucie winy, że nie robię tego co “powinnam”, z ukosa zerkając na stertę prania, która ostatnio mnie przerosła (dziś została podzielona na dwie sterty, którym dzięki dywersyfikacji ryzyka zawalenia, udało się odkleić kartkę “wykonać bezzwłocznie”), zabrałam się do działania, i tak powstały szklanki do kawy (a ja zostałam kobietą z wąsem).

mustache1Pierwsze na blogu D.I.Y.

Potrzebne rzeczy:

Szklanki do kawy
Farba do malowania ceramiki i szkła w kolorze czarnym
Farba do malowania ceramiki i szkła w kolorze innym niż czarny;-)
Pędzle
Ocet lub alkohol do odtłuszczenia powierzchni przed malowaniem
Piekarnik

mustache6 mustache5

Denka szklanek pomalowałam na różowo i pomarańczowo robiąc spirale. Następnie od zewnątrz nałożyłam czarną farbę i rozciągnęłam ją pędzlem do środka, niezbyt starannie, aby widać było pociągnięcia pędzla farbą czarną i kolorową. Na żywo wyglądają lepiej. Nie mogę się doczekać wypicia waniliowej macchiato z takiej szklanki.mustache4 mustache3

Umieściłam swój monogram…

mustache2

…i namalowałam na szklankach wąsy. Jutro zamierzam je wypalić w piekarniku i używać do picia porannej kawy.
Tak zostałam babą z wąsem i dobrym humorem.

Farbki, które posiadam kupiłam w większości w Empiku. Mam też farbkę do konturów zakupioną w sklepie dla plastyków, ale jest ona gorszej jakości. Z farbkami z Empiku jest różnie. Czarna trzyma się super. Mój brat ma pomalowany przeze mnie kubek z taką aplikacją:

który od 3 lat myje w zmywarce i nic się z nim nie stało. Kolorowe malowidła częściowo się ścierały, dlatego nasze malowane przeze mnie szklanki myję ręcznie.

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

2 thoughts on “wąsy i puszki, czyli babskie sprawy

  1. SUPER!!!! A JEDNAK SKUSIŁAM!!! HA HA HA CIESZĘ SIĘ BARDZO I GRATULUJE EFEKTU..

  2. Karina

    Farby do szkła mam od ładnych paru lat, więc wyprawy do stolicy jeszcze nie było;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>