dla zmysłów 16

Dziwny czas ostatnio nastał. Krzyś miał za dużo pracy, ja za dużo Janka*. Oboje za mało siebie i siebie nawzajem. Pogoda burzowa i małe wyładowania gotowe… No dobra, nie takie małe, ale biblijna zasada “niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” działa. Nie chodzimy spać niepogodzeni, nie kładziemy się do snu bez wspólnej modlitwy i całusa na dobranoc. Tata dla odpoczynku odebrał nadgodziny i ma przed sobą tydzień z jednym dniem roboczym. Ja dla odpoczynku mam mocne postanowienie regularnej jazdy na rolkach. W tym tygodniu udało mi się wyjść samej z domu raz, na 30 minut…

Jedzenie nadal idzie Jankowi kiepsko. Jadłby z apetytem to, na co ma alergię, a to co może przechodzi w niezadowalającej ilości. Uodparnia się także na rozpychanie żołądka za pomocą chrupek kukurydzianych – wchodzą tylko w parku, w zapatrzeniu na ptaki i bawiące się dzieci. Czeka nas zatem niebawem kontrola masy ciała i kolejna rozmowa z pediatrą o alergii. Niemniej cieszymy się pogodą i przeżywamy kolejne pierwsze razy. Dokumentujemy je skrzętnie. Lecą wprost na nasz instagram. W tym tygodniu zaliczyliśmy kilka placów zabaw, pierwszy raz na zjeżdżalni i na huśtawce.Mamy też pierwszą koleżankę, którą Janek lubi i się do niej uśmiecha, a nie płacze;-). Jest prawie rok starsza – widać młody ma coś po wujku, którego uwielbia tak, że płacze, jak ten od nas wychodzi.

*Nie żebym miała dość macierzyństwa. Chodzi o to, że dziecko spędzając całe dnie tylko z mamą, zasypiając zanim tata wróci z pracy, dziczeje, i wolnego czasu się mama wtedy nie doczeka.

Po skrótowym sprawozdaniu czas na ucztę zmysłów.

Dla wzroku:

Ktoś nam zjadał w tym tygodniu księżyc!

DSC_1120

Zaćmienie księżyca.DSC_1128

I zdjęcie zrobione kilka minut później.

Krzysiowi spodobało się polowanie teleobiektywem (drżyjcie sąsiedzi;-) ). Na szczęście zanim wpadł na pomysł podglądania sąsiadów z pobliskich bloków, napatoczyły mu się gołębie i rybitwy.

DSC_3614

Dla smaku:

Wypróbowaliśmy przepis na sernik mango na spodzie z karmelizowanych migdałów.

DSC_3601 DSC_3604Przepis tu.

DSC_3620Dla mnie, po serniku królewskim, po serniku czekoladowym z musem malinowym, smaczny, ale bez “wow”. Mówię to ja, ogromna fanka owocu mango, która potrafiła wydać ponad 10zł na buteleczkę 250ml soku z tego owocu, tylko dlatego, że jeszcze tego nie piła;-). Możliwe, że brak zachwytu wynika z użycia nieodpowiedniego sera, ale tamte serniki z niego wychodzą (Pilos z Lidla),  albo z zbyt dużych pokładanych w nim nadziei (ślinotok podsycony tygodniowym gapieniem się na zdjęcia). Masa już przed wstawieniem do piekarnika była za rzadka, sernik opadł, a migdały rozmiękły.

Dla słuchu:

Ciekawostka, piosenka uznawana za jeden z testerów słuchu absolutnego;-). Piosenka, którą zna każdy. Zaczyna się od słów “strumming my pain with his fingers…”. Zanuć zanim wciśniesz play. Jeśli tonacja się zgadza, bardzo możliwe, że masz słuch absolutny. Jeśli nie, to sprawdź, czy zacząłeś w tonacji, w jakiej tą piosenkę śpiewała Lauryn Hill;-) (moje uszy wolą Lauryn, nawet w kilka minut po słuchaniu Roberty, ‘Killing mi softly’ zaczynam w tonacji Fugees)

Dla dotyku:

Pochwalę się głupotą jaką przed chwilą zrobiłam. W mieszkaniu panuje ciemność. Jedynym źródłem światła są trzy ekrany: mojego laptopa, Krzysia laptopa i monitor dodatkowy (bo Krzyś już chyba nie potrafi tylko na jednym pulpicie pracować). Wsadziłam zatem kabel USB do gniazda sieciowego i przez 3 minuty zastanawiałam się dlaczego nie otwiera mi się folder ze zdjęciami;-P.

Poza tym wczorajszy wieczór i trochę dzisiejszego popołudnia spędziłam kończąc konika. Marysia już całkiem spory czas temu poprosiła: “Ciociuuuu, uszyjesz mi konika?” I “Ciociuuu” nie miała wyboru. Problem w tym, że konik został wcześniej upatrzony – młoda podpatrzyła jak mojej siostrze, a jej mamie, pokazywałam Masiuki. Tak więc wpadłam… Prośba brzmiała “uszyjesz”, a nie “kupisz”. Dorosłemu przynajmniej idzie jakoś nie mówić całej prawdy, ukrywać szczególiki, przed mężem wyrzucać paragony… Ale dziecka nie oszukam;-). I tak powstał pierwszy w mojej karierze konik. Zrobiony całkowicie ręcznie, okupiony bólem obuszków palców, ostatecznie zaakceptowany przez zleceniodawcę (powiedziała, że zabierze do przedszkola pokazać dziewczynom, to chyba znaczy, że się podoba, nie?). Na zdjęciu wygląda lepiej niż w rzeczywistości.

IMG_20130428_170455_1

Dla węchu:

Nadal mam katar sienny:x(, ale Krzyś podpowiada zapach “ciepłego wiosennego deszczu”. (To chyba nie to samo, co smrodek zmokłego psa? ;-P a może wy wiecie o jaki zapach mu chodzi?)

Karina

About Karina

Żona Krzysia, mama Janka. Kobieta renesansu, której niezliczone talenty nie pozwalają jej odkryć, co tak naprawdę w życiu chciałaby robić, poza byciem żoną, matką i ostoją rodziny. Jako mała dziewczynka do swojego taty wołała: - Janku mój! Co robisz? W odpowiedzi słyszała: - Drzwi do lasu. Stąd imię jej chłopca, stąd nazwa bloga.

2 thoughts on “dla zmysłów 16

  1. Ja dziś robiłam sernik anansowo-kokosowy. Pycha był. A tym spodem z migdałów podkusiałaś mnie do zrobienia kolejnego ;)

    • Karina

      Bo serniki chodzą parami. Biala czekolada i borówki? Na tym spodzie byłby nieziemski

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>